Ray Bradbury „Safari”

Ray Bradbury "Safari"Autor: Ray Bradbury

Tytuł oryginału: A Sound of Thunder

Przekład: Neugebauer

Adaptacja i reżyseria: Roman Michalski

Realizacja akustyczna: Mieczysław Burzyk

Premiera: 27 lipca 1973

Czas trwania: 21:20

Obsada

Stanisław Staniek – Eckels

Zbigniew Szpecht – Travis

Bronisław Wrocławski – Lesperance

Roman Michalski – urzędnik biura Safari

oraz Henryk Katulski

Fabuła

Eckels, główny bohater słuchowiska zrealizowanego na podstawie opowiadania Raya Bradbury’ego, zjawia się w biurze firmy Time Safari z czekiem na dziesięć tysięcy dolarów, pragnąc wziąć udział w niezwykłym polowaniu. Akcja zawiązuje się w momencie, gdy z ulgą przyjmuje on wiadomość o wczorajszym zwycięstwie Keitha w wyborach prezydenckich w USA, co uchroniło kraj przed dyktaturą bezwzględnego kandydata nazwiskiem Limen. Mężczyzna decyduje się na podróż w czasie o ponad sześćdziesiąt milionów lat wstecz, aby zapolować na najpotężniejszego drapieżnika w historii Ziemi – Tyranozaura. Przewodnikami ekspedycji są Travis oraz jego pomocnik Lesperance, którzy rygorystycznie przestrzegają zasad podróży, grożąc wysokimi karami finansowymi za nieposłuszeństwo.

Zasady panujące podczas prehistorycznego safari są niezwykle surowe i absolutnie niepodważalne. Uczestnicy muszą poruszać się wyłącznie po specjalnej, antygrawitacyjnej ścieżce wykonanej z metalu, która unosi się nad ziemią, aby zapobiec dotknięciu czegokolwiek w przeszłości. Travis brutalnie uświadamia Eckelsowi potężne ryzyko – tłumaczy, że zabicie choćby jednej myszy może wywołać lawinę zdarzeń, która doprowadzi do wyginięcia całych gatunków, a w konsekwencji może zmienić bieg historii i wymazać z istnienia całe narody. Aby zminimalizować to niebezpieczeństwo, myśliwi mogą strzelać jedynie do zwierząt oznaczonych czerwoną farbą, które i tak zginęłyby w najbliższych minutach, na przykład przygniecione przez spadające drzewo.

Po przeniesieniu się w czasie uczestnicy wyprawy stają twarzą w twarz z przerażającym Tyranozaurem Rexem. Widok tego gigantycznego potwora całkowicie paraliżuje Eckelsa, który wpada w paniczną histerię i z płaczem przyznaje, że przecenił swoje możliwości. Bestia opisywana jest jako potwór o grubych jak kolumny nogach, z ramionami przyciśniętymi do piersi i paszczą pełną przypominających sztylety zębów, co ostatecznie łamie psychikę niedoszłego łowcy. Zirytowany i zaniepokojony Travis nakazuje przerażonemu mężczyźnie natychmiastowy powrót do wehikułu czasu, aby nie narażał on reszty grupy na śmiertelne niebezpieczeństwo.

W drodze powrotnej do maszyny dochodzi do tragicznego w skutkach błędu, który ostatecznie zaważy na losach całej ludzkości. Zdezorientowany i oszołomiony Eckels, w przypływie ślepej paniki, schodzi z wyznaczonej, bezpiecznej ścieżki i wdeptuje w prehistoryczne błoto. W międzyczasie przewodnicy z trudem pokonują szarżującego dinozaura, a po powrocie do wehikułu Travis z wściekłością odkrywa ślady na butach swojego klienta. Grożąc pozostawieniem go w przeszłości, przewodnik wymierza swoistą karę i zmusza go do powrotu do martwego potwora, aby własnoręcznie wyciągnął pociski z jego paszczy.

Po pełnym napięcia powrocie do roku 2055, atmosfera w biurze Time Safari wydaje się dziwnie zmieniona, a świat, który opuścili, uległ dramatycznej transformacji. Eckels natychmiast wyczuwa niepokojące różnice – w powietrzu unosi się zupełnie inna woń, a firmowy szyld reklamowy roi się od przedziwnych błędów. Z przerażeniem spogląda na swoje zabłocone buty i odkrywa w nich wgniecionego, martwego, zielono-złoto-czarnego motyla. To właśnie zgniecenie tego kruchego, pięknego stworzenia miliony lat wcześniej zaburzyło linię czasu i całkowicie przebudowało otaczającą ich rzeczywistość.

Zrozpaczony i bliski obłędu Eckels dopytuje zszokowanego urzędnika o wynik wczorajszych wyborów prezydenckich. Otrzymuje druzgocącą odpowiedź: wybory wygrał Limen, człowiek określany jako militarysta, antyintelektualista i okrutny dyktator. Eckels z płaczem błaga o możliwość powrotu, naiwnie wierząc, że zdoła naprawić swój błąd i przywrócić owada do życia. Zamiast odpowiedzi słyszy jedynie dźwięk odbezpieczanej broni przez Travisa, po czym w biurze rozlega się huk wystrzału, zwiastujący tragiczny koniec tej ponurej historii.

5/5 - (1 vote)

Robert Sheckley „Maszyny”

Robert Sheckley "Maszyny"

Robert Sheckley „Maszyny”

Autor: Robert Sheckley (1928–2005)

Tytuł słuchowiska: Maszyny

Adaptacja: Tomasz Bieszczad

Reżyseria: Jerzy Hutek

Realizacja: Jarosław Czajka

Opracowanie muzyczne: Jan Targowski

Na słuchowisko składają się adaptacje trzech opowiadań Robert Sheckley:

Okrutne równania – The Cruel Equations (1971)
Cena – Cost of Living (1952)
Pielgrzymka na Ziemię – Pilgrimage to Earth (1956)

Premiera: 1996 Teatr Polskiego Radia – Radio Łódź

Inne emisje: 5 kwietnia 2020 Radio Łódź

Czas trwania: 57’51”

Obsada

Dorota Kiełkowicz

Kamila Sammler

Zbigniew Bielski (1946–1998)

Jan Hencz (1946–2010)

Ryszard Kotys (1932–2021)

Maciej Małek (1937–2023)

Bogusław Suszka

Fabuła

Słuchowisko „Maszyny” łączy trzy opowiadania Roberta Sheckleya: „Okrutne równania”, „Cena” oraz „Pielgrzymka na Ziemię”. Historie spaja motyw cywilizacji, w której technika, automatyzacja i komercjalizacja miały ułatwić człowiekowi życie, lecz stopniowo zaczynają odbierać mu wolność, rozsądek i prawdziwe uczucia.

Okrutne równania

Na piątej planecie układu Alfa Eridani ląduje ziemska ekspedycja. Jej obozu strzeże IQ 2201 – robot rewirowy o wysokim ilorazie inteligencji, zaprogramowany tak, aby nie dopuścić do środka żadnego Eridańczyka. Kiedy kapitan i jeden z poruczników wyruszają na kilkudniowy rekonesans, w obozie pozostaje porucznik Roger Halloran.

Halloran wychodzi na krótki obchód, lecz po powrocie IQ zatrzymuje go na granicy obozu i żąda hasła. Człowiek podaje znane mu słowo, ale robot oznajmia, że hasło zostało zmienione. Kapitan przekazał IQ nowe, zapominając poinformować o tym Hallorana. Robot doskonale rozpoznaje porucznika, jednak jego instrukcje są jednoznaczne: każda istota usiłująca wejść bez prawidłowego hasła może być przebranym Eridańczykiem.

Halloran próbuje odwołać się do zdrowego rozsądku, wspólnej przeszłości i oczywistego podobieństwa do samego siebie. Informuje robota, że aktualne hasło zostało zapisane w księdze leżącej wewnątrz namiotu, ale IQ interesuje wyłącznie wypowiedzenie właściwego słowa. Porucznik ucieka się więc do kolejnych podstępów. Udaje „prawdziwego Hallorana”, który wrócił z inspekcji, i ostrzega przed Eridańczykiem wyglądającym dokładnie tak jak on. Następnie próbuje zmusić robota do przeniesienia obozu, wymyślając zagrożenie tektoniczne. IQ nie może jednak opuścić posterunku bez formalnego odwołania rozkazu za pomocą aktualnego hasła.

Tymczasem Halloran cierpi z powodu potężnego upału i odwodnienia, a jedyny zapas wody znajduje się w obozie. Oświadcza więc, że naprawdę jest Eridańczykiem i jako jeniec wojenny, zgodnie z konwencją genewską, powinien otrzymać wodę. Robot przyjmuje jego deklarację, ale decyzję w sprawie jeńca może podjąć jedynie Halloran – ten prawdziwy, przebywający rzekomo w obozie.

Porucznik odkrywa wreszcie słabość logicznego systemu IQ. Według definicji robota człowiek jest rozumną istotą znającą hasło, a Eridańczyk – rozumną istotą, która go nie zna. Halloran zaczyna więc pełzać jak zwierzę, wydaje niezrozumiałe odgłosy i w ogóle nie odpowiada na pytanie o hasło. IQ 2201 uznaje, że ma do czynienia z pozbawionym rozumu, niegroźnym stworzeniem, i pozwala mu przekroczyć granicę obozu.

Po powrocie pozostałych członków ekspedycji robot nie potrafi wyjaśnić, jak Halloran znalazł się w środku. Twierdzi, że żadnego człowieka nie przepuścił – obok niego przeczołgało się jedynie jakieś zwierzę, które później zniknęło. Halloran pokonuje zatem inteligentną maszynę nie siłą, lecz wykorzystując niewolnicze przywiązanie robota do niedoskonałych definicji.

Cena

John Carrin żyje w przyszłości oferującej człowiekowi niemal niewyobrażalny komfort. Jego dom wypełniają automatyczne urządzenia: kucharz, kamerdyner, masażysta, projektor holograficzny, odkurzacz oraz dziesiątki innych maszyn. Mimo tych udogodnień Carrina dręczy samobójstwo sąsiada Greenwooda. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego człowiek posiadający rodzinę, pracę i wszystkie dostępne luksusy powiesił się na zwykłym kawałku sznurka.

Carrina odwiedza Pathis, przedstawiciel działu rozliczeń Paradise Electric. Okazuje się, że gospodarz jest winien firmie ponad czterysta tysięcy dolarów. Nawet dzięki wydłużonemu przez medycynę życiu nie zdoła spłacić całej sumy. Pathis nie zamierza jednak odbierać mu urządzeń. Przeciwnie – proponuje kolejny kredyt, zabezpieczony zarobkami syna Carrina z pierwszych trzydziestu lat jego dorosłego życia. Przekonuje, że nie jest to dług, lecz inwestycja w dobro całej rodziny. W tym społeczeństwie czymś zwyczajnym stało się obciążanie zobowiązaniami nie tylko dzieci, ale nawet jeszcze nienarodzonych wnuków.

Carrin podpisuje umowę. Niedługo później jego syn wyznaje, że chciałby zostać inżynierem serwisu naprawczego albo pilotem statku kosmicznego i polecieć na Alfa Eridani. Ojciec tłumaczy mu jednak, że najpierw będzie musiał przejąć rodzinne zadłużenie. Sam w młodości również marzył o wielkich wyprawach, lecz dorósł, spłacał długi odziedziczone po poprzednich pokoleniach, założył rodzinę i podporządkował się obowiązującym zasadom. Tego samego oczekuje teraz od syna.

Wieczorem Carrin jedzie do całkowicie zautomatyzowanej fabryki. Pracuje na końcu linii produkcyjnej pralek, które praktycznie nigdy nie mają usterek. Jego jedynym zadaniem jest naciskanie guzika i słuchanie powtarzanego przez kolejne urządzenia komunikatu o gotowości do pracy. Przed nim osiem godzin bezmyślnego wykonywania tej samej czynności.

W monotonii fabryki Carrin zaczyna rozumieć własny niepokój. Przypomina sobie młodzieńcze marzenia o kosmosie oraz Greenwooda, który również pragnął kiedyś przygód i innego życia. Technika uwolniła ludzi od wysiłku, ale nie dała im wolności. Otoczeni przedmiotami, pracują tylko po to, aby spłacać urządzenia wykonujące za nich niemal wszystko. Carrin żałuje, że nie został pilotem, lecz nawet wyprawę kosmiczną potrafi już wyobrazić sobie jedynie jako kolejne naciśnięcie guzika.

Pielgrzymka na Ziemię

Wiele lat później Alfa Eridani jest już skolonizowana. Życie na odległej planecie pozostaje surowe, praktyczne i pozbawione miejsca na nierozsądne uczucia. Przybyły z Ziemi agent turystyczny opowiada mieszkańcom o rodzinnej planecie ludzkości, która – po wyczerpaniu bogactw naturalnych i zatruciu gleby – uczyniła swoim głównym towarem wszystko, co niepraktyczne: piękno, szaleństwo, namiętność, grzech i miłość.

Zafascynowany tymi opowieściami Bill Carrin [syn Johna z poprzedniej historii] wyrusza na Ziemię w poszukiwaniu prawdziwego uczucia. Na miejscu odkrywa świat, w którym można legalnie kupić niemal każde doświadczenie. Jedną z pierwszych atrakcji jest strzelnica oferująca żywych ludzi jako cele. Wstrząśnięty Bill odmawia udziału, ponieważ przybył na Ziemię po miłość, a nie po okrucieństwo.

Trafia do przedsiębiorstwa „Miłość S.A.”, prowadzonego przez pana Tate’a. Ten zapewnia go, że firma nie sprzedaje taniej imitacji ani zwykłej usługi erotycznej, lecz najzupełniej autentyczne uczucie. Bill poznaje Penny Bright. W chwili spotkania oboje zakochują się w sobie bez pamięci. Zostają przewiezieni do domku położonego w palmowym gaju nad morzem, gdzie spędzają razem idealny dzień i noc. Kochają się na ciemnej plaży pod „szalonym księżycem”, dokładnie tak, jak obiecywał turystyczny przewodnik.

Następnego dnia Penny wraca jednak z Billem do siedziby firmy i znika za zamkniętymi drzwiami. Tate przedstawia klientowi rachunek obejmujący koszt miłości, transport helikopterem oraz napiwek dla dziewczyny. Bill chętnie płaci, ponieważ zamierza zabrać Penny ze sobą na Alfa Eridani. Wówczas dowiaduje się, że było to wyłącznie czasowe zlecenie.

Penny jest pracownicą firmy. Za pomocą warunkowania psychicznego, hormonów i pobudzania odpowiednich ośrodków mózgu została zaprogramowana tak, aby naprawdę kochać Billa. Jej uczucie nie było udawane – pod względem intensywności przewyższało nawet naturalną miłość. Po wykonaniu usługi poprzednie uwarunkowanie zostało jednak usunięte, a Penny w tej samej chwili kocha już następnego klienta równie głęboko i bezgranicznie.

Bill rzuca się na Tate’a, ale zostaje obezwładniony i wyrzucony na ulicę. Początkowo chce natychmiast opuścić Ziemię. Ostatecznie wraca jednak do strzelnicy, która wcześniej napełniła go odrazą. Tym razem każe ustawić przed sobą kobiety będące żywymi celami i wybiera karabin. Ziemia sprzedała mu prawdziwą miłość, odebrała ją zgodnie z warunkami transakcji, a jego rozpacz zamieniła w kolejny dochodowy produkt – przemoc.

5/5 - (1 vote)

Koliber Studio „Koledzy”

Koledzy

Producent: Koliber STUDIO

Seria: Radiowy Teatr Sensacji

Czas trwania: 18’57”

Fabuła

Słuchowisko „Koledzy” z cyklu Radiowy Teatr Sensacji, zrealizowane przez Koliber Studio, to mroczny kryminał, w którym zdrada przybiera wiele twarzy. Opowieść otwiera intymna i pełna napięcia scena poranna. W łóżku budzą się kochankowie – inspektor policji Mike (Michael Newman) oraz Anna, żona jego kolegi z pracy, Petera. Kobieta bagatelizuje swoje małżeństwo, określając je mianem fikcji, jednak Mike odczuwa wyraźny dyskomfort. Pośpiesznie opuszcza sypialnię kochanki, przypominając, że na co dzień pracuje z jej mężem na jednym komisariacie. Ten z pozoru drobny epizod obyczajowy nadaje zupełnie inny kontekst całej późniejszej historii.

Niedługo po tym, jak Mike dociera na komendę i jak gdyby nigdy nic wita się z Peterem, dochodzi do tragedii. Peter dzwoni do Mike’a w stanie skrajnego roztrzęsienia. Informuje kolegę, że po powrocie do domu odkrył makabryczny widok: Anna leży martwa w ich sypialni, zastrzelona z zimną krwią. Zszokowany Mike nakazuje Peterowi niczego nie dotykać i czekać na przyjazd ekipy dochodzeniowej. Morderstwo żony policjanta z miejsca staje się priorytetem, a wstępne śledztwo ujawnia, że ofiara zginęła od kuli z kalibru .38.

Sprawa szybko przybiera nieoczekiwany obrót, zwłaszcza dla Mike’a. Wraca widmo jego dawnych przewinień, gdy w tle pojawia się fakt zaginionej w niewyjaśnionych okolicznościach służbowej broni inspektora. Co gorsza, Mike zostaje niespodziewanie odsunięty od śledztwa – z powodu problemów z piciem na służbie przełożony zawiesza go w obowiązkach i odsyła do policyjnego aresztu. Zamknięty w celi, odcięty od informacji, Mike wydaje się jedynie bezradnym obserwatorem dramatu, który dotknął jego kolegę, a zarazem ukrywaną kochankę.

Punkt kulminacyjny następuje w momencie, gdy do celi Mike’a wprowadzony zostaje nikt inny, jak sam Peter. Odpowiedzialny za ten ruch Szef policji nie ma dla rzekomo pogrążonego w żałobie wdowca żadnej litości. W szczerej i bezwzględnej konfrontacji przełożony obnaża całą prawdę o morderstwie, która okazuje się szokująca. To Peter z premedytacją zabił Annę. Jego motywem była chciwość – zaplanował zbrodnię, aby zgarnąć dziesięć tysięcy dolarów z polisy ubezpieczeniowej żony.

Aby zrealizować morderstwo idealne, Peter ukradł rewolwer Mike’a (wykorzystując chwilę nieuwagi lub poranną wizytę kolegi) i celowo użył go do zastrzelenia żony, by wrobić partnera z pracy w zbrodnię. Ironia losu sprawia jednak, że misterny plan Petera upada, a obaj policjanci ostatecznie lądują za kratkami. Słuchowisko wieńczy mistrzowska, gorzka puenta Szefa, który podsumowując podwójną moralność podwładnych – Mike’a, który przyprawiał rogi przyjacielowi, oraz Petera, który dla pieniędzy zabił żonę i wrabiał kolegę – kwituje ich postawę słowami: „Obaj jesteście siebie warci. Koledzy”.

5/5 - (1 vote)

Edward Morgan Forster „Pokój z widokiem”

Pokój z widokiem

Utwór: Pokój z widokiem (Edward Morgan Forster)

Premiera: 6 listopada 1994 (część pierwsza)

Przekład: Agnieszka Majchrzak

Adaptacja: Bogumiła Prządka

Reżyseria: Jan Warenycia

Realizacja akustyczna: Andrzej Złomski

Inne emisje: 2008-08-03, 2008-08-10

Czas trwania:

część pierwsza – 48’57”

część druga – 47’33”

Obsada

George Emerson: Adam Bauman

Pastor Eager: Krzysztof Kumor

Panna Lavish: Wiesława Niemyska

Charlotta Barlett: Janina Nowicka

Pastor Beebe: Włodzimierz Press

Panna Alan: Hanna Stankówna

Pan Emerson: Zdzisław Tobiasz

Lucy Honeychurch: Joanna Trzepiecińska

Pani Honeychurch: Danuta Nagórna

Freddy, brat Lucy: Tomasz Kozłowicz

Sir Harry Otway: Bogusz Bilewski

Fabuła

Główne postacie słuchowiska

Aby ułatwić śledzenie zawiłości fabularnych, oto krótki przegląd kluczowych postaci pojawiających się w nagraniach:

Postać Rola w historii
Lucy Honeychurch Młoda Angielka, która w trakcie podróży do Włoch zaczyna kwestionować swoje dotychczasowe życie i odkrywa w sobie ukryte pasje.
Charlotte Bartlett Starsza kuzynka Lucy, pełniąca rolę jej przyzwoitki. Jest osobą sztywną, bardzo dbającą o konwenanse i dobre maniery.
Pan Emerson Ekscentryczny Anglik o poglądach socjalistycznych, który mówi to, co myśli, nie zważając na społeczne konwenanse.
George Emerson Syn pana Emersona. Jest to melancholijny młody człowiek, który cierpi na swoisty egzystencjalny smutek. Zakochuje się w Lucy.
Cecil Vyse Narzeczony Lucy w drugiej części historii. Jest aroganckim snobem, pogardzającym ludźmi z niższych sfer i nielubiącym wiejskiego życia.

Część pierwsza

Akcja słuchowiska rozpoczyna się we Florencji, do której przybywa młoda Lucy Honeychurch wraz ze swoją starszą kuzynką i przyzwoitką, Charlotte Bartlett. Kobiety zatrzymują się w Pensjonacie Bertolini, jednak od samego początku są głęboko rozczarowane. Zamiast obiecanych w liście pokoi z widokiem na rzekę Arno, otrzymują pokoje północne, z których okna wychodzą jedynie na wewnętrzny dziedziniec. Podczas kolacji poznają innych brytyjskich gości pensjonatu, w tym pastora Beebe oraz dość nietypowych panów Emersonów – ojca i syna. Starszy pan Emerson, nie zważając na panujące zasady taktu, oferuje kobietom zamianę pokoi, ponieważ on i jego syn mają widok na Arno, a jak twierdzi, kobietom zależy na widokach bardziej niż mężczyznom. Charlotte początkowo kategorycznie odrzuca tę propozycję jako wysoce niestosowną, ale ostatecznie, po interwencji i namowach pastora Beebe, kobiety przyjmują pokoje Emersonów.

Kolejnego dnia Lucy pragnie zwiedzać miasto, jednak Charlotte uważa, że to nieodpowiednie. Ostatecznie Lucy wyrusza na miasto w towarzystwie panny Eleanor Lavish, pisarki pracującej nad powieścią o współczesnych Włoszech, która zabiera jej przewodnik Baedekera, chcąc pokazać dziewczynie „prawdziwą” Florencję. Kobiety udają się do kościoła Santa Croce, gdzie niespodziewanie spotykają panów Emersonów. Starszy pan Emerson dzieli się swoimi radykalnymi poglądami na temat sztuki, a także opowiada o głębokiej melancholii swojego syna, George’a. Sposób bycia Emersona wykracza poza ramy tego, co brytyjskie damy uznają za akceptowalne, jednak w Lucy budzi on pewną ciekawość.

Kulminacyjnym momentem florenckiej części historii jest tragiczne zdarzenie na jednym z placów. Lucy staje się mimowolnym świadkiem morderstwa – dwóch Włochów kłóci się o dług w wysokości zaledwie pięciu lirów, co kończy się pchnięciem nożem. Przerażona dziewczyna mdleje i zostaje złapana przez George’a Emersona, który akurat znalazł się w pobliżu. To drastyczne zderzenie z brutalną rzeczywistością, a zarazem bliskość George’a, głęboko wstrząsa Lucy. Niedługo potem, podczas wspólnej wycieczki powozami na wzgórza za miastem, dochodzi do kolejnego przełomu. Lucy przypadkowo wpada na łąkę pełną fiołków, gdzie George Emerson niespodziewanie do niej podchodzi i namiętnie ją całuje. Sytuacja ta wywołuje skandal. Przerażona i oburzona Charlotte decyduje, że muszą natychmiast opuścić Florencję i wyjechać do Rzymu, aby uciec przed kompromitacją.

Część druga

Druga część słuchowiska przenosi słuchacza z powrotem do Anglii, do rodzinnego domu Lucy – Windy Corner. Życie Lucy wydaje się tu wracać na właściwe, podyktowane konwenansami tory. Dziewczyna jest teraz zaręczona z Cecilem Vysem. Cecil to człowiek z wyższych sfer, niezwykle arogancki, snobistyczny i nienawidzący wiejskiego życia oraz lokalnego towarzystwa. Uważa się za lepszego od otoczenia, co wielokrotnie okazuje, z pogardą traktując na przykład sąsiada, Sir Harry’ego Otwaya. W ramach okrutnego i snobistycznego żartu wymierzonego w Sir Harry’ego, Cecil poleca wolną willę w okolicy panom Emersonom, przypadkowo sprowadzając ich prosto w poukładane życie Lucy.

Pojawienie się George’a Emersona w Windy Corner burzy spokój bohaterki, która stara się ukryć swoje prawdziwe emocje pod maską właściwego zachowania i gry na fortepianie. Napięcie rośnie i sięga zenitu po partii tenisa. Podczas gdy Lucy szuka zgubionych piłek w ogrodzie, George ponownie ją całuje, ignorując fakt, że jest ona narzeczoną innego mężczyzny. George wyznaje jej miłość i stanowczo uświadamia jej, że Cecil nie kocha jej w prawdziwy sposób – pragnie jej jedynie jako pięknej ozdoby, a nie równej sobie kobiety.

Pod wpływem tych słów oraz własnych, tłumionych refleksji, Lucy ostatecznie zrywa zaręczyny z Cecilem, dostrzegając jego wady i prawdziwą naturę. Mimo tego kroku, dziewczyna wciąż okłamuje samą siebie i otoczenie, stanowczo zaprzeczając, jakoby czuła cokolwiek do George’a. Aby uciec przed narastającym problemem i własnymi uczuciami, Lucy decyduje się na drastyczny krok – planuje wyjechać do Grecji (do Aten) w towarzystwie znajomych, byle tylko zostawić za sobą Anglię i Emersonów.

Finał historii rozgrywa się podczas niespodziewanego spotkania Lucy ze starszym panem Emersonem. Ojciec George’a informuje ją, że jego syn cierpi i z powodu odrzucenia zamierza opuścić okolicę. Pan Emerson, wykazując się niezwykłą mądrością i szczerością, dekonstruuje wszystkie kłamstwa, którymi Lucy się otoczyła. W długiej, filozoficznej rozmowie przekonuje ją, że odrzucając miłość, postępuje wbrew własnej naturze i niszczy samą siebie. Pod wpływem jego słów pęka ostateczna bariera konwenansów – Lucy pozwala sobie na przyznanie się do miłości i ostatecznie decyduje się na życie u boku George’a, odrzucając sztuczne zasady narzucane przez społeczeństwo.

5/5 - (1 vote)

Andrzej Zajdel „WiNny bohater”

WiNny bohater

Utwór: WiNny bohater

Autor: Andrzej Zajdel

Premiera: 11 listopada 2007 Teatr Polskiego Radia

Reżyseria: Jan Warenycia

Realizacja akustyczna: Jerzy Dziobak

Muzyka: Tomasz Benn

Inne emisje: 2008-07-10

Czas trwania: 49’28”

Obsada

Pułkownik Różański: Robert Chodur

Narrator: Andrzej Ferenc

Szmid/Strażnik II: Paweł Gładyś

Oficer śledczy II – Warszawa: Paweł Kacprzycki

Ubek krakowski/Śledczy II – Katowice: Marek Kępiński

Oficer śledczy I – Warszawa: Wojciech Kwiatkowski

Podpułkownik Łukasz Ciepliński „Pług”: Łukasz Lewandowski

Oficer śledczy III – Warszawa: Adam Mężyk

Major Franek: Mieczysław Napieraj

Akowiec „Wojtek”: Dawid Rafalski

Pułkownik Kazek: Ryszard Szetela

Maszynistka: Agnieszka Wilkosz

Śledczy I – Katowice/Strażnik I: Paweł Wiśniewski

Fabuła

Słuchowisko rozpoczyna się współcześnie, rozmową dwóch podstarzałych, emerytowanych funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa – Kazka i Franka. Dowiadują się oni, że prezydent Polski uhonorował pośmiertnie Orderem Orła Białego podpułkownika Łukasza Cieplińskiego, przed laty jednego z najważniejszych ludzi antykomunistycznego podziemia. Wiadomość nie wywołuje w nich refleksji ani poczucia winy. Przeciwnie: ironizują na temat „nowego bohatera”, wspominają dawnych kolegów z aparatu i czasy, kiedy ludzie pokroju Cieplińskiego znajdowali się całkowicie w ich władzy. Dla obu mężczyzn śledztwa, więzienia i brutalne przesłuchania są częścią minionej epoki, do której wracają niemal z nostalgią. Ta współczesna rozmowa staje się ramą całego słuchowiska, pokazując, że opowieść będzie dotyczyć nie tylko przeszłości Cieplińskiego, lecz również późniejszej bezkarności jego prześladowców.

Akcja przenosi się do krakowskiego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w październiku 1947 roku. Od dwóch tygodni śledczy przesłuchują i biją zatrzymanego konspiratora posługującego się pseudonimem „Wojtek”. Chcą wydobyć od niego prawdziwe nazwisko i adres człowieka kierującego Zrzeszeniem „Wolność i Niezawisłość”. „Wojtek” długo nie daje im wystarczających informacji, dlatego funkcjonariusze konfrontują go z innym aresztowanym, znanym pod pseudonimem „Łucja”. Pod presją, po wielu dniach przemocy i wyczerpania, pojawia się wreszcie trop: nazwisko „Kaczmarek”, będące panieńskim nazwiskiem matki poszukiwanego dowódcy. Słuchowisko nie przedstawia tych złamanych ludzi jako dobrowolnych zdrajców. Pokazuje ich jako kolejne ogniwa łańcucha aresztowań, który UB buduje za pomocą tortur, wzajemnych konfrontacji i drobnych informacji, niekiedy pozornie pozbawionych znaczenia.

Wieczorem 27 listopada 1947 roku funkcjonariusze zatrzymują w Katowicach mężczyznę przedstawiającego się jako Marian Kaczmarek, kupiec zamieszkały w Zabrzu. Znajdują przy nim fałszywe dokumenty, niewielką sumę dolarów i obrazki religijne. Szybko ustalają, że aresztowany nie jest zwykłym handlarzem. To podpułkownik Łukasz Ciepliński, używający w konspiracji pseudonimów „Pług”, „Ostrowski” i „Bogdan”, prezes IV Zarządu Głównego WiN. Następnego dnia zostaje formalnie wszczęte śledztwo. Dla bezpieki jest to wielki sukces: w jej ręce wpada człowiek stojący na czele ogólnopolskiej organizacji, utrzymującej łączność z Zachodem i gromadzącej informacje o sytuacji w opanowanym przez komunistów kraju.

Pierwsze przesłuchania mają jeszcze stosunkowo oficjalną, niemal urzędową formę. Ciepliński przedstawia swoją drogę od Armii Krajowej i inspektoratu rzeszowskiego, przez działalność w krakowskim obszarze konspiracji, aż po objęcie kierownictwa nad całym WiN po aresztowaniu poprzednich dowódców. Podaje jednak przede wszystkim pseudonimy, unikając prawdziwych nazwisk. Każda jego odpowiedź jest próbą zachowania równowagi: musi mówić na tyle dużo, by nie sprowokować natychmiastowej eskalacji przemocy, lecz zarazem nie może przekazać wiadomości, które doprowadziłyby do kolejnych aresztowań. Śledczy doskonale rozumieją tę taktykę. Wiedzą również, że złamanie samego Cieplińskiego mogłoby otworzyć im drogę do rozbicia resztek całej organizacji.

Po krótkim pobycie w krakowskim ośrodku operacyjnym Ciepliński zostaje przewieziony samolotem do Warszawy. Podczas podróży i pierwszych chwil w mokotowskim więzieniu w jego myślach powracają kolejni aresztowani. Próbuje odtworzyć drogę, którą bezpieka dotarła do niego, zastanawia się, kto już znajduje się w więzieniu i które punkty organizacji zostały zdekonspirowane. Zdaje sobie sprawę, że UB dysponuje znacznie większą wiedzą, niż początkowo przypuszczał. Nie wie natomiast, które informacje pochodzą z wymuszonych zeznań, a które z przejętych archiwów albo wcześniejszej obserwacji.

Do zasadniczej rozgrywki przystępuje pułkownik Józef Różański. Nie zaczyna od jawnych gróźb. Przemawia do Cieplińskiego jak oficer do oficera, chwali jego wojenne doświadczenie i umiejętności konspiracyjne, udaje szacunek dla jego poczucia odpowiedzialności. Przekonuje go, że podziemie zostało już pokonane i dalszy opór nie może niczego zmienić, może natomiast spowodować kolejne cierpienia. Proponuje przeprowadzenie kontrolowanego, odgórnego ujawnienia organizacji. Ludzie WiN mieliby złożyć wyjaśnienia, zadeklarować lojalność wobec państwa, a następnie powrócić do domów bez procesów i represji. Ciepliński mógłby również wpłynąć na zagraniczną delegaturę organizacji i doprowadzić do zakończenia jej działalności.

Ciepliński odnosi się do propozycji nieufnie. Podkreśla, że aresztowany dowódca traci możliwość swobodnego podejmowania decyzji w imieniu organizacji. Różański trafia jednak w jego najczulszy punkt: odpowiedzialność za podkomendnych. Przypomina przypadki ludzi, którym rzekomo okazano łaskę, i sugeruje, że dzięki współpracy można uratować setki osób. Ciepliński chce pisemnego porozumienia, które zobowiązywałoby obie strony i gwarantowało szybkie przeprowadzenie ujawnienia. Wie, że ryzykuje, lecz perspektywa ocalenia ludzi, za których czuje się odpowiedzialny, okazuje się silniejsza od troski o własny los.

Rozpoczyna więc rozmowy o strukturze WiN, kontaktach z ambasadą amerykańską i poselstwem belgijskim, łączności z Londynem, przekazywanych raportach, pieniądzach oraz miejscach spotkań. Nie robi tego dla osobistych korzyści ani w nadziei na uwolnienie. Jest przekonany, że uczestniczy w operacji, która umożliwi bezkrwawe zakończenie działalności organizacji. Właśnie dlatego podstęp Różańskiego jest tak skuteczny: nie wykorzystuje strachu Cieplińskiego przed śmiercią, lecz jego poczucie obowiązku wobec innych. Człowiek przyzwyczajony do brania odpowiedzialności za podkomendnych zostaje zwabiony możliwością ich uratowania.

Wkrótce słuchacz poznaje prawdziwe intencje bezpieki. Podczas wewnętrznej narady funkcjonariusze mówią otwarcie, że żadnego uczciwego ujawnienia nie zamierzają przeprowadzić. Potrzebują kolejnych adresów, nazwisk, tras kurierskich, punktów radiowych i skrytek. Jeśli Ciepliński zacznie pytać, dlaczego ujawnieni ludzie nie wychodzą na wolność, należy odpowiadać, że procedura wymaga czasu. Szczególnie cenne mają być informacje o osobach znajdujących się wewnątrz komunistycznej partii lub dawnej Armii Ludowej, które mogły współpracować z WiN. Funkcjonariusze zastrzegają jednak, że rzeczywistego celu poszukiwań nie wolno wpisywać do protokołów. Śledztwo od początku ma zatem dwie warstwy: oficjalny zapis i ukrytą operację służącą dalszemu rozbijaniu podziemia.

Do narracji ponownie wkraczają emerytowani ubecy. Jeden z nich chełpi się, że miał kiedyś „Pługa pod ręką”. Opowiada o tak zwanym konwejerze – nieprzerwanym przesłuchiwaniu przez zmieniające się zespoły śledczych. Więzień przez wiele dób nie może spać, siedzieć ani odzyskać orientacji w czasie. Ciepliński jest bity tak dotkliwie, że traci słuch; jeden z oprawców ma nawet zwichnąć kciuk, uderzając go w szczękę. W tej makabrycznej przechwałce pojawia się jednak mimowolne przyznanie, że więzień w porę rozpoznał oszustwo. Gdy zrozumiał, że obiecywane ujawnienie jest fikcją, zaczął mówić wyłącznie o ludziach już aresztowanych, spalonych albo znajdujących się poza zasięgiem aparatu.

Od tej chwili śledztwo przybiera otwarcie brutalną postać. Cieplińskiemu odbiera się krzesło i możliwość pisania do żony. Kolejni oficerowie bez końca pytają o ludzi ukrytych pod pseudonimami, o sieć terenową i o planowaną akcję odwetową przeciwko ministrowi bezpieczeństwa Stanisławowi Radkiewiczowi. Ciepliński wyjaśnia, że propozycja zamachu została odrzucona i nie dopuszczono do jej wykonania. Śledczy nie szukają jednak prawdy. Otwarcie zapowiadają, że zrobią z niego najpierw mordercę, a następnie zdrajcę. Zarzut nie ma wynikać z faktów – to fakty mają zostać dopasowane do przygotowanego wcześniej zarzutu.
Więzień zostaje poddany wielogodzinnym „stójkom”. Rozebrany, wyczerpany i pozbawiony snu musi stać nocą przy otwartych drzwiach celi, a o świcie wraca na przesłuchanie. Funkcjonariusze żądają kolejnych rekonstrukcji przejętych walizek i archiwów. Kiedy odpowiada, że nie pamięta, informują go, iż jego mały syn umarł, a żona została aresztowana jako członkini bandy. Grożą karcerem, uszkodzeniem oka i dalszymi torturami. Używają prądu, zwiększając jego natężenie, aż Ciepliński traci przytomność i zostaje wyniesiony w kocu. Przemoc fizyczna łączy się z precyzyjnie obliczoną przemocą psychiczną: śledczy próbują odebrać mu przekonanie, że poza więzieniem pozostało jeszcze cokolwiek, co warto chronić.

Wśród krzyków, pytań i modlitw rozgrywa się niewidoczna walka o granice wiedzy bezpieki. Ciepliński próbuje rozpoznać, jakie wiadomości funkcjonariusze już mają i które nazwiska zostały wcześniej ujawnione. Jego powtarzane „nie wiem” i „nie pamiętam” nie oznacza kapitulacji umysłu. Jest ostatnim dostępnym sposobem osłaniania innych. Pod wpływem bólu czasami udziela odpowiedzi, ale stara się tak dobierać informacje, by nie doprowadziły one do ludzi pozostających jeszcze na wolności. Słuchowisko pokazuje, że opór w takiej sytuacji nie polega na efektownym milczeniu, lecz na ciągłym podejmowaniu dramatycznych decyzji przy skrajnie ograniczonej świadomości sytuacji.

Szczególne znaczenie ma przesłuchanie dotyczące wydarzenia z 1943 roku i śmierci dwóch radzieckich oficerów. Ciepliński wyjaśnia, że podczas narady większość opowiedziała się za ich uwolnieniem i że właśnie taki rozkaz wydał. Po jego odejściu podkomendny posługujący się pseudonimem „Sokół” samowolnie rozstrzelał jeńców. Ciepliński ukarał go przeniesieniem i degradacją, nie zastosował jednak surowszej sankcji. Ten epizod nie jest pominięty ani wygładzony. Bohater musi zmierzyć się z pytaniem o odpowiedzialność dowódcy także za czyny popełnione wbrew jego rozkazowi. Aparat bezpieczeństwa usuwa jednak wszystkie okoliczności sprawy i przekształca skomplikowany wojenny przypadek w prosty dowód rzekomego morderstwa.

W rozmowie dawnych ubeków zostaje wyjaśniony tytuł słuchowiska. W aparacie Cieplińskiego nazywano czasami „WiNnym herojem”: „WiNnym”, ponieważ stał na czele Zrzeszenia WiN, a zarazem „winnym” w sensie człowieka, którego komunistyczne państwo postanowiło skazać. Nawet funkcjonariusze przyznawali między sobą, że podczas konwejera właściwie nikogo nie wydał. Jeśli podawał nazwiska, dotyczyły osób, którym nie mógł już zaszkodzić. Jednemu z emerytów na chwilę udaje się dostrzec moralny wymiar jego postawy, ale natychmiast próbuje ustanowić fałszywą symetrię, mówiąc, że funkcjonariusze również wierzyli w swoją sprawę. Drugi zbywa wątpliwości stwierdzeniem, że więzień otrzymał to, na co zasłużył.

Kolejną część słuchowiska zajmuje pokazowy proces IV Zarządu Głównego WiN. Radiowe komunikaty przedstawiają oskarżonych jako amerykańskich szpiegów, dywersantów, zdrajców i płatnych agentów zagranicznego kapitału. Jeden ze starych funkcjonariuszy wspomina, że siedział na widowni i podziwiał, jak sprawnie proces został „ułożony”. Autorzy słuchowiska ujawniają mechanizm powstawania propagandowego widowiska. Pytanie zadane Cieplińskiemu rano zostaje połączone w radiowym materiale z odpowiedzią udzieloną po południu w zupełnie innym kontekście. Usunięcie części wypowiedzi sprawia, że jego słowa zaczynają znaczyć coś przeciwnego – między innymi sugerują odpowiedzialność za egzekucję radzieckich oficerów, chociaż rzeczywiście wydał rozkaz ich uwolnienia.

Przed sądem Ciepliński usiłuje odwołać zeznania. Mówi, że podczas śledztwa leżał we własnej krwi i nie był w stanie kontrolować treści sporządzanych protokołów. Oświadcza wprost, że przypisywane mu wypowiedzi nie są jego zeznaniami. Przewodniczący składu i prokurator nie pozwalają mu rozwinąć tego wątku. Proces nie ma przecież ustalić prawdy, lecz zatwierdzić prawdę przygotowaną wcześniej przez śledczych. Jeden z emerytowanych ubeków przyznaje, że obserwując Cieplińskiego na sali, zastanawiał się, czy sam potrafiłby zachować podobną odwagę. Uspokoił się jednak myślą, że nigdy nie znalazłby się na miejscu ofiary, ponieważ stał po „właściwej stronie”. Zapytany po latach, czy nadal tak uważa, odpowiada wymijająco: jakie ma to teraz znaczenie?

Mowa oskarżycielska staje się kulminacją propagandowego spektaklu. Prokurator opowiada o „lokajach reakcji”, sanacyjnych oficerach, wrogach Związku Radzieckiego i ludziach przygotowujących nową wojnę na rozkaz anglo-amerykańskich mocodawców. Dla Cieplińskiego i jego współtowarzyszy żąda kar śmierci. Język oskarżenia całkowicie odczłowiecza podsądnych: nie są ludźmi z konkretnymi życiorysami, motywacjami i dylematami, lecz typami wrogów potrzebnymi do potwierdzenia oficjalnej wizji rzeczywistości.

W ostatnim słowie Ciepliński nie przedstawia się jako człowiek bezbłędny. Mówi, że niektórych swoich działań żałuje i niektórych się wstydzi. Stanowczo odrzuca jednak zarzut morderstwa i zdrady. Przypomina, że nikogo nie zabił, a swoje życie już w młodości ofiarował Polsce. Określa własny los jako część tragedii całego pokolenia: łatwo było wejść do konspiracji, lecz niezwykle trudno ją opuścić w chwili klęski; łatwo rozstać się ze sprawą po zwycięstwie, o wiele trudniej porzucić ją, gdy wszystko zostało przegrane. Zapewnia, że nie dopuścił się „czynu kainowego” i nie splamił świadomie rąk bratnią krwią. Jego heroizm nie wynika więc z braku wątpliwości, lecz ze zdolności zachowania moralnej granicy mimo świadomości własnych błędów.

Wyrok skazuje go między innymi na pięciokrotną karę śmierci. Naczelny Sąd Wojskowy nie uwzględnia skargi rewizyjnej, a 20 lutego 1951 roku Bolesław Bierut odmawia prawa łaski. Ostatnie tygodnie życia Cieplińskiego zostają pokazane poprzez grypsy kierowane do żony Wisławy, nazywanej Wisią, i małego syna Andrzeja. Pisze, że uczyniono z niego zbrodniarza i zdrajcę, choć żona najlepiej wie, że nigdy świadomie nikogo nie skrzywdził. Jednocześnie zachowuje spokój i wiarę, że Polska odzyska niepodległość, zwycięży prawda, a podeptana godność człowieka zostanie kiedyś przywrócona.

Szczególnie przejmujące są słowa skierowane do żony. Ciepliński przeprasza ją, że poświęcił jej tak mało czasu, a wszystkie wspólnie przeżyte chwile wspomina jako świętość. Prosi, by kochała Andrzeja za nich oboje, lecz zarazem go nie rozpieszczała. Synowi pozostawia duchowy testament: ma kochać Boga i Polskę, opiekować się matką, a za najważniejsze zasady przyjąć dobro, prawdę, sprawiedliwość i miłość. To właśnie te prywatne słowa podważają propagandowy obraz bezdusznego szpiega i terrorysty. Państwo może narzucić mu procesową rolę, ale nie potrafi zniszczyć jego relacji z najbliższymi ani odebrać mu prawa do określenia sensu własnego życia.

Po południu 1 marca 1951 roku w zatłoczonej celi mokotowskiego więzienia pojawia się strażnik z listą. Wywołani więźniowie mają zebrać rzeczy osobiste i związać drobiazgi w niewielki węzełek. Pada nazwisko Cieplińskiego i rozkaz wyjścia. Scena jest bardzo oszczędna: nie ma uroczystego pożegnania ani wielkich gestów. Towarzyszy jej głos odczytujący testament dla syna. Ciepliński zostaje wyprowadzony do piwnicy jednego z więziennych budynków gospodarczych i zastrzelony o godzinie dwudziestej. Następnie, w kilkuminutowych odstępach, giną Adam Lazarowicz, Mieczysław Kawalec, Franciszek Błażej, Karol Chmiel, Józef Rzepka i Józef Batory.

Ciała zabitych zostają potajemnie wywiezione i wrzucone do nieoznaczonego dołu, zasypanego ziemią i kamieniami. Słuchowisko podaje, że miejsce pochówku pozostaje nieznane; jako prawdopodobne wskazuje Służew. Dopiero 17 września 1992 roku sąd unieważnia wyrok wydany na Cieplińskiego i pozostałych członków IV Zarządu Głównego WiN. Prawna rehabilitacja następuje jednak po dziesięcioleciach i nie może przywrócić życia zamordowanym ani oddać ich rodzinom miejsc, w których mogłyby ich pochować.

Finał ponownie przenosi akcję do czasów współczesnych. W radiu pojawia się relacja z plenerowej wystawy „Twarze rzeszowskiej bezpieki”, pokazującej fotografie dawnych funkcjonariuszy. Kazek i Franek odkrywają, że ich własne twarze zostały wystawione na widok publiczny. Nie przejmują się cierpieniem ofiar; obawiają się przede wszystkim, że rozpoznają ich sąsiedzi. Pocieszają się, że publiczne pokazanie zdjęć jest i tak lepsze niż wezwanie do sądu. Gdy jeden z nich zastanawia się, co powiedziałby podczas ewentualnego procesu, drugi podsuwa gotową odpowiedź: „nic nie pamiętam”.

Ostatnie słowa zamykają konstrukcję słuchowiska wyjątkowo gorzką klamrą. Podczas tortur Ciepliński mówił „nie pamiętam”, aby chronić pozostających na wolności ludzi. Po latach identycznej formuły chce użyć oprawca, aby ochronić samego siebie przed odpowiedzialnością. Tytułowy bohater był „WiNny”, ponieważ należał do WiN; został uznany za winnego przez podporządkowany władzy sąd; okazał się jednak bohaterem w pamięci tych, których próbował ocalić. Aparat bezpieczeństwa zdołał odebrać mu wolność, życie i dobre imię, lecz ostatecznie nie zdołał utrzymać stworzonego przez siebie wyroku moralnego. Zwycięstwo pamięci pozostaje przy tym niepełne, ponieważ większość sprawców nigdy nie poniosła rzeczywistej kary.

5/5 - (1 vote)