Dorothy Leigh Sayers „Człowiek, który znał sposób”

Człowiek który znał sposób

Utwór: Człowiek, który znał sposób

Autor: Dorothy Leigh Sayers

Premiera: 31 października 1987

Seria: Teatrzyk Zielone Oko

Czas trwania: 20’45”

Obsada

Eugeniusz Robaczewski (Smith)

Wojciech Wysocki (Pender)

Fabuła

Historia rozpoczyna się w dusznej i ciasnej przestrzeni przedziału pociągu, gdzie główny bohater, drobny i niezwykle nerwowy człowiek o nazwisku Pender, próbuje skupić się na lekturze popularnej powieści detektywistycznej. Jego czytelnicze skupienie zostaje wkrótce przerwane, a sama książka staje się doskonałym pretekstem do nawiązania rozmowy przez siedzącego naprzeciwko współpasażera. Jest to rosły, niezwykle pewny siebie i nieco arogancki mężczyzna, który w bezceremonialny sposób zaczyna głośno krytykować literackich morderców za brak polotu oraz elementarnej wyobraźni. Nieznajomy z absolutnym, mrożącym krew w żyłach przekonaniem twierdzi, że dokonanie morderstwa naprawdę doskonałego, po którym nie pozostają żadne możliwe do wykrycia ślady, jest w rzeczywistości bajecznie proste. Zaintrygowanemu i jednocześnie zaniepokojonemu Penderowi wyjawia teoretyczny, przerażająco skuteczny sposób pozbawienia kogoś życia, który opiera się na umiejętnym wykorzystaniu gorącej kąpieli i specjalnego roztworu, sprawiając, że zbrodnia wygląda na absolutnie naturalny, niebudzący podejrzeń atak serca.

Po zakończeniu wspólnej podróży i rozstaniu z tajemniczym, elokwentnym rozmówcą, Pender uświadamia sobie, że nie potrafi wyrzucić z głowy tej makabrycznej, pociągowej dyskusji. Jego początkowy, lekki niepokój zaczyna niebezpiecznie przeradzać się w mroczną obsesję, gdy po pewnym czasie podczas przeglądania porannej prasy natrafia na krótki nekrolog. Informuje on o nagłej i bardzo niespodziewanej śmierci pewnego mężczyzny, którego oficjalne okoliczności zgonu w wannie łudząco wręcz przypominają doskonałą metodę opisaną przez nieznajomego z przedziału. Od tego brzemiennego w skutki momentu Pender zaczyna nałogowo, systematycznie i niemal paranoicznie śledzić wszelkie kroniki kryminalne oraz rubryki żałobne w każdym dostępnym tytule prasowym. Ku swojemu narastającemu przerażeniu, odkrywa kolejne, pozornie niezwiązane ze sobą przypadki zgonów w kąpieli, które system i lekarze rutynowo zakwalifikowali jako naturalne, lecz które w jego ogarniętym lękiem umyśle układają się w bezbłędny, logiczny ciąg zbrodni.

Doprowadzony na sam skraj załamania nerwowego, zmęczony bezsennością i ciągłym napięciem bohater postanawia osobiście wziąć sprawy w swoje ręce, czując się moralnie zobowiązanym do powstrzymania rzekomego zbrodniarza. Po bardzo długich, wyczerpujących poszukiwaniach w końcu udaje mu się zidentyfikować, a następnie fizycznie odnaleźć owego gadatliwego mężczyznę z pociągu, po czym rozpoczyna żmudny i niezwykle ryzykowny proces śledzenia go. Pender krąży wokół niczego nieświadomego mężczyzny jak ponury cień, skrupulatnie obserwuje jego codzienne zwyczaje, zapamiętuje miejsca, w których ten bywa, i notuje w głowie sylwetki osób, z którymi utrzymuje kontakt. W umyśle Pendera nie ma już ani cienia racjonalnej wątpliwości – jest całkowicie przekonany, że ma do czynienia z wyrachowanym psychopatą, który z chłodną kalkulacją testuje swoją niewykrywalną metodę zabijania na losowych ofiarach, kpiąc z organów ścigania.

Punkt kulminacyjny opowieści nadchodzi w momencie, gdy całkowicie zdesperowany i wyeksploatowany psychicznie Pender dochodzi do gorzkiego, ostatecznego wniosku. Rozumie, że profesjonalna policja, dysponując wyłącznie jego poszlakami, wycinkami z gazet i opowieścią o nieoficjalnej rozmowie w pociągu, natychmiast weźmie go za wariata i absolutnie mu nie uwierzy. Uznaje w swoim wypaczonym postrzeganiu rzeczywistości, że jedynym skutecznym sposobem na permanentne przerwanie tego łańcucha zbrodni i ocalenie kolejnych, niewinnych istnień ludzkich, jest fizyczne wyeliminowanie mordercy. Z każdą upływającą godziną zacierają się u niego granice między sprawiedliwością a kompletnym obłędem, a bohater, który na początku tej historii był tylko biernym, wylęknionym słuchaczem o słabych nerwach, sam podejmuje decyzję o popełnieniu brutalnej zbrodni w imię wyimaginowanego, wyższego dobra.

Zakończenie historii, jak doskonale przystało na kunszt literacki i przewrotność Dorothy L. Sayers, przynosi niezwykle ironiczny finał, który bezlitośnie obnaża słabość ludzkiej psychiki. Prawda o rzekomym seryjnym mordercy z pociągu okazuje się bowiem całkowicie inna, prozaiczna i zupełnie pozbawiona mrocznej tajemnicy, w którą tak desperacko uwierzył udręczony Pender. Nieznajomy współpasażer w najmniejszym nawet stopniu nie był genialnym i nieuchwytnym zbrodniarzem, a zaledwie zwykłym, chełpliwym i uwielbiającym szokować innych gadułą, który dla zabicia czasu w podróży po prostu wymyślił intrygującą teorię. To sam Pender, poddając się bez reszty swojej niepohamowanej wyobraźni, stworzył krwiożerczego potwora w miejscu, gdzie istniał tylko niewinny banał, stając się tym samym najprawdziwszą ofiarą własnego, destrukcyjnego lęku.

5/5 - (1 vote)

Izabela Żukowska „Do widzenia, jutra nie będzie”

Do widzenia, jutra nie będzie

Autor: Izabela Żukowska

Utwór: Do widzenia, jutra nie będzie

Premiera: 30 kwietnia 2017 godz. 21’05

Reżyseria: Janusz Kukuła

Realizacja akustyczna: Jarosław Regulski

Muzyka na żywo: Krzysztof Ścierański

Realizator: Grzegorz Rutkowski

Mastering: Andrzej Brzoska

Inne emisje: 2020-04-30

Seria: Teatrzyk Zielone Oko

Czas trwania: 48’20”

Obsada

Andrzej Ferenc – architekt Tadeusz Suchocki

Henryk Talar – kapitan MO Jan Ziętek

Marcin Troński – pułkownik MO Rosochaty, przełożony Ziętka

Anna Cieślak – statystka Joanna Borecka

Aleksandra Radwan – Elwira Miller, właścicielka mieszkania

Przemysław Wyszyński – świadek Marian Dolata

Fabuła

Akcja słuchowiska przenosi słuchacza w tętniące życiem, lecz podszyte mrokiem realia polskiego Wybrzeża u schyłku lat pięćdziesiątych. Akcja rozpoczyna się latem 1959 roku, gdy w Trójmieście trwają zdjęcia do kultowego już dzisiaj filmu „Do widzenia, do jutra” w reżyserii Janusza Morgensterna, z niezapomnianą rolą Zbigniewa Cybulskiego. W tę barwną, artystyczną rzeczywistość wkracza zaniepokojony Tadeusz Suchecki, młody architekt, który zgłasza na milicję zaginięcie swojej narzeczonej. Krystyna Tomecka, bystra studentka filologii polskiej mieszkająca w gdańskim akademiku, nie pojawiła się na zaplanowanym spotkaniu i od tamtej pory nie dała znaku życia. Mężczyzna jest pełen najgorszych przeczuć, obawiając się, że fascynacja światem kina i całonocne zabawy z nowymi, artystycznymi znajomymi mogły doprowadzić do tragedii.

Sprawę zaginięcia przejmuje kapitan Ziętek z Milicji Obywatelskiej, który początkowo z rezerwą podchodzi do zgłoszenia, traktując samego narzeczonego jako głównego potencjalnego podejrzanego. Śledczy szybko jednak kierują swoje kroki na plan filmowy w Sopocie, gdzie Krystyna stawiała swoje pierwsze kroki jako statystka, marząc o wielkiej karierze aktorskiej i zazdroszcząc głównej roli francuskiej artystce. Milicjanci wkraczają w specyficzne, hermetyczne środowisko twórców, wypytując aktorów i członków ekipy o ostatnie dni dziewczyny. Z ich rozmów wyłania się obraz Krystyny jako osoby trzymającej się nieco na uboczu, ale jednocześnie wzbudzającej zainteresowanie mężczyzn, w tym oświetleniowca o pseudonimie „Gruby”, czyli Seweryna Korczyńskiego, który wyraźnie szukał jej towarzystwa.

Przełom w śledztwie, choć niezwykle tragiczny, następuje w momencie odnalezienia ciała zaginionej dziewczyny na nadmorskich łąkach w okolicach kościoła w Jelitkowie. Wyniki oględzin nie pozostawiają żadnych złudzeń – młoda kobieta padła ofiarą brutalnego morderstwa. Została najpierw duszona tępym narzędziem, a następnie uduszona gołymi rękami, po czym jej ciało bezceremonialnie wrzucono do dołu i przysypano piaskiem. Czas zgonu, szacowany przez lekarza medycyny sądowej na około pięć lub sześć dni wstecz, idealnie pokrywa się z momentem jej zniknięcia. Ziętek i jego współpracownicy intensyfikują działania, docierając do miejscowego taksówkarza, Antoniego Dolaty, który feralnego dnia wiózł spod Grand Hotelu w Sopocie trójkę pasażerów – dwie kobiety i mężczyznę – by ostatecznie wysadzić ich w pobliżu miejsca zbrodni.

Sprawa nabiera niespodziewanego i mrożącego krew w żyłach wymiaru, gdy wnikliwi funkcjonariusze milicji zaczynają analizować archiwa z nierozwiązanymi sprawami z ubiegłych lat. Śledczy odkrywają przerażający schemat, który łączy śmierć Krystyny z kilkoma innymi morderstwami młodych kobiet w różnych częściach kraju. Okazuje się, że w 1956 roku podczas kręcenia filmu „Człowiek na torze”, w 1957 roku przy „Deszczowym lipcu”, a także w 1958 roku na planach „Pociągu” i „Ostatniego dnia lata” dochodziło do łudząco podobnych, niewyjaśnionych zbrodni na statystkach. Ta makabryczna układanka uświadamia kapitanowi Ziętkowi, że mają do czynienia z niezwykle wyrachowanym seryjnym mordercą, który wtopił się w środowisko filmowe, jeżdżąc za ekipami po całej Polsce i polując na naiwne dziewczyny pragnące blasku fleszy.

Ostatni akt słuchowiska przynosi szokujące rozwiązanie zagadki, które obala wszelkie dotychczasowe założenia śledczych i samego odbiorcy. Głównym winowajcą okazuje się wcale nie tajemniczy „Gruby”, na którego początkowo wskazywały poszlaki, lecz inna uczestniczka planu zdjęciowego – Joanna Borecka. Podczas chłodnego i pełnego cynizmu przesłuchania kobieta bez skrupułów przyznaje się do winy, ujawniając swój wypaczony i brutalny sposób myślenia. To ona towarzyszyła Krystynie i Sewerynowi w taksówce pod pretekstem przyjacielskiej przejażdżki. Gdy Korczyński wysiadł wcześniej we Wrzeszczu, Joanna zaproponowała ofierze wspólny spacer na plażę, a kiedy ta odmówiła, spiesząc się do narzeczonego, Borecka z zimną krwią ją udusiła, po czym pozbyła się ciała.

Finał przesłuchania obnaża ostateczny stopień psychicznego zepsucia i szaleństwa morderczyni. Borecka z przerażającą obojętnością wyznaje oficerom, że zabiła nie tylko Krystynę i inne aspirujące aktorki w poprzednich latach, ale zlikwidowała również samego Seweryna Korczyńskiego. Zapytana o powody zamordowania „Grubego”, stwierdza krótko i bezemocjonalnie, że zrobiła to czysto „profilaktycznie”, by pozbyć się potencjalnego, niewygodnego świadka, mimo iż chłopak w rzeczywistości nie miał o niczym pojęcia. Ta seryjna zbrodniarka zostaje po badaniach uznana przez specjalistów za osobę całkowicie niepoczytalną. Słuchowisko zamyka się tym posępnym, wręcz nihilistycznym akcentem, demaskując brutalną prawdę ukrytą za ułudą wielkiego ekranu.

Głosuj na to słuchowisko

Roger Zelazny „Mechaniczne serce”

Mechaniczne serce

Autor: Roger Zelazny

Utwór: Mechaniczne serce

Tytuł oryginału: The Engine at Heartspring’s Center

Rok wydania: 1974

Przekład: Wiesław Lipowski

Pierwsze wydanie polskie: 1987

Reżyseria: Sławomir Pietrzykowski

Premiera: 19 marca 1994

Seria: Teatrzyk Zielone Oko

Czas trwania: 19’06”

Obsada

Wacław Szklarski (narrator)

Adam Bauman (Borg)

Agnieszka Suchora (Nora)

Tomasz Marzecki (człowiek z centrum)

Fabuła

Słuchowisko przedstawia ponurą, egzystencjalną historię istoty nazywanej Borgiem. Przyszedł on na świat we wnętrzu umierającego słońca, po czym został wyrzucony w teraźniejszość ze strumienia czasu, co stanowi swoistą metaforę zanieczyszczenia samego czasu. Nie jest to zwyczajny robot; jego budowa opiera się na fuzji materii organicznej i nieorganicznej, w skład której wchodzi błoto, aluminium, plastik oraz ewolucyjny destylat morskiej wody. Najważniejszym i jednocześnie najbardziej tragicznym komponentem tej istoty jest fragment ciała Charlesa Borgmana – dawnego męża stanu i humanisty, który podczas ewakuacji uszkodzonego statku kosmicznego oddał połowę swojego organizmu na pastwę zabójczego promieniowania, by ocalić innych ludzi. To dramatyczne zespolenie żywej tkanki z bezduszną maszyną determinuje jego losy jako bytu zawieszonego gdzieś pomiędzy życiem a śmiercią.

Właściwa oś fabularna zawiązuje się w momencie, gdy poznajemy ramy działania Kolonii Eutanazji – dawnego uzdrowiska nadmorskiego, które bezduszny system przekształcił w państwowy ośrodek dla osób pragnących zakończyć swoje życie. To właśnie w tych okolicznościach poznajemy Norę, młodą kobietę, która początkowo podjęła świadomą decyzję o samobójstwie wspomaganym przez urzędników. Sytuacja nabiera ogromnego dramatyzmu, gdy na chwilę przed ostatecznym sfinalizowaniem procedury kobieta wpada w skrajną panikę, wycofuje się ze swojej wcześniejszej zgody i desperacko błaga o ratunek. Personel placówki pozostaje obojętny na jej łzy, traktując ten opór wyłącznie jako rutynowe nieporozumienie i bezwzględnie naciskając na dopełnienie podpisanego wcześniej kontraktu. W swoim przerażeniu Nora chwyta się ostatniej deski ratunku, szukając schronienia u boku Borga.

Dochodzi do otwartego konfliktu pomiędzy rygorystycznym, biurokratycznym aparatem Centrum Eutanazji a jednostką instynktownie broniącą prawa do życia. Przedstawiciele instytucji próbują zmanipulować Borga, odwołując się do jego szlachetnej przeszłości i argumentując, że odebranie życia oszczędzi kobiecie dalszego, bezsensownego cierpienia. Borg jednak stanowczo odrzuca tę wypaczoną logikę i staje w obronie Nory, jasno dając do zrozumienia, że jego własna egzystencja oraz niezłomna chęć trwania udowadniają, iż życie ma zawsze nadrzędną wartość nad śmiercią. Widząc nieugiętą, niemal agresywną postawę cyborga, pracownicy ośrodka ostatecznie kapitulują, ale z widoczną niechęcią nakazują mu bezzwłoczne zabranie uratowanej kobiety i opuszczenie terenu placówki.

Po opuszczeniu kliniki następuje okres iluzorycznego spokoju, podczas którego Nora zamieszkuje z Borgiem w jego niewielkim nadmorskim domu z dala od cywilizacyjnego zgiełku. Mijają bezchmurne tygodnie wypełnione długimi spacerami wzdłuż plaży, podziwianiem kluczy wędrownych ptaków i wygrzewaniem się w ciepłych promieniach słońca. Kobieta powoli angażuje się w codzienność, zbierając wyrzucone przez fale drewno na opał, a z czasem zaczyna z dbałością polerować zardzewiały, metalowy pancerz swojego wybawcy. Ta powtarzalna pielęgnacja buduje pomiędzy nimi niezwykle silną, intymną więź, dostarczając mechanicznej istocie specyficznego i nieznanego wcześniej ukojenia. Zwieńczeniem tego pozornie sielankowego etapu jest wieczór, w którym Nora, chwytając ciepłą, ludzką dłoń Borga, otwarcie wyznaje mu miłość i prosi o bliskość.

Niestety, budowane z niezwykłym mozołem poczucie bezpieczeństwa okazuje się tylko bardzo okrutną pułapką. Pewnej nocy, podczas odpoczynku przy rozpalonym kominku, Borg nagle budzi się ze snu z przerażającym odkryciem – uświadamia sobie, że Nora przed chwilą wstrzyknęła w jego żywą tkankę tajemniczą substancję. Zamiast jasnych wyjaśnień, kobieta spokojnie prosi, by z powrotem zapadł w letarg, przyznając, że wcale nie chciała jego wybudzenia w trakcie tego nieodwracalnego procesu. Szokująca zdrada całkowicie zmienia optykę całej opowieści; sugeruje, że jej romantyczne zaangażowanie i cierpliwość mogły być jedynie perfekcyjnie zaplanowanym działaniem agentki Centrum w celu bezbolesnej eliminacji uciążliwego bytu. Zdezorientowany Borg wpada w szał, próbując natychmiast zareagować i nalegając na błyskawiczną wyprawę do kliniki po antidotum.

Finał utworu uderza całkowitym pesymizmem i obnaża bezsilność jednostki w obliczu nieuchronnego końca. Nora stanowczo powstrzymuje starania Borga, wyjawiając mu gorzką prawdę: drugą dawkę trucizny przed chwilą zaaplikowała samej sobie, a środek paraliżujący działa zbyt szybko, by można było go zneutralizować. Kobieta osuwa się i umiera obok niego, a zabójczy preparat bezpowrotnie wypala z organizmu Borga każdy najmniejszy biologiczny pierwiastek. Ten desperacki akt ostatecznie uśmierca resztki Charlesa Borgmana, odzierając hybrydę z jakichkolwiek uczyć. Opowieść zamyka się posępnym kadrem: zredukowany do stuprocentowo martwego automatu twór błąka się bezcelowo po zimnej plaży, mechanicznie szturchając metalowym prętem morskie odpadki, stając się jedynie upiornym pomnikiem ostatecznego triumfu śmierci nad życiem.

5/5 - (1 vote)

Janusz A. Zajdel „Paradyzja”

Paradyzja

Utwór: Paradyzja

Autor: Janusz A. Zajdel

Premiera: 1 stycznia 1986 Teatr Polskiego Radia

Premiera była w Nowy Rok w Trójce w czterech odcinkach:

11.30-12.00 Janusz Zajdel: „Paradyzja”

14.00-14.30 Janusz Zajdel: „Paradyzja”

16.00-16.30 Janusz Zajdel: „Paradyzja”

21.00-21.30 Janusz Zajdel: „Paradyzja”

Pamiętam, jak z wypiekami na twarzy czekałem na kolejne odsłony tej historii.

Adaptacja: Maciej Leszczyński

Reżyseria: Maciej Leszczyński

Realizacja akustyczna: Andrzej Brzoska

Opracowanie muzyczne: Barbara Dzięgielewska

Czas trwania: 120 minut

Obsada

Rinah: Marian Opania

Nikor: Marek Obertyn

Alvi: Henryk Talar

Tibor: Jan Tomaszewski

MacLeod: Jerzy Zass

Zinia: Hanna Giza

Geolog: Władysław Kowalski

Szef: Wiesław Machowski

Inżynier: Ryszard Nawrocki

Konferansjer: Włodzimierz Nowakowski

Przewodniczący: Jacek Sas-Uhrynowski

Porządkowy: Włodzimierz Bednarski

Urzędnik I: Stanisław Gawlik

Urzędnik II: Wiesław Drzewicz

Głos I: Zdzisław Salaburski

Głos II: Jerzy Dominik

Głos III: Cezary Kwieciński

Głos IV: Celina Mencner

Student I: Jacek Jarosz

Student II: Barbara Szyszko

Lars: Jan Jeruzal

Gość: Emil Karewicz

oraz Arkadiusz Bazak, Wojciech Duryasz i Andrzej Mrowiec

Fabuła

Słuchowisko, zrealizowane na podstawie powieści Janusza A. Zajdla pod tytułem „Paradyzja”, rozpoczyna się od przybycia na tytułową sztuczną planetę ziemskiego pisarza, Rinaha Devi. Bohater żegna się ze swoim przyjacielem Tiborem na orbitalnej stacji tranzytowej i wkracza w świat skrajnej izolacji oraz wszechobecnej podejrzliwości. Już podczas drobiazgowej odprawy celnej Rinah doświadcza paranoicznej natury systemu: konfiskuje mu się proste przedmioty, takie jak zegarek, grzebień czy papier do pisania, a w zamian zmusza do noszenia cyfrowego identyfikatora. Pierścień ten, przypominający obrączkę, nieustannie śledzi jego położenie i jest ściśle powiązany ze wskaźnikiem SC, czyli Stopniem Człowieczeństwa, od którego zależą przywileje obywateli.

Rzeczywistość Paradyzji okazuje się dla przybysza szokująca, począwszy od przezroczystych, szklanych ścian mieszkań, które rzekomo mają budować więzi społeczne, a w praktyce służą totalnej inwigilacji. Podczas niespodziewanego porannego alarmu, kiedy to wszyscy obywatele muszą siedzieć przypięci do foteli przed ekranami, Rinah poznaje oficjalną doktrynę: Paradyzja to orbitujący wokół planety Tartar pierścień, któremu nieustannie grozi zagłada ze strony sił naturalnych i ziemskich dywersantów. Przewodnik Rinaha, młody historyk Alvi, wyjaśnia mu zasady funkcjonowania tego bezpieniężnego społeczeństwa, w którym dobra rozdziela się z użyciem limitów i przydziałów. Spadek wskaźnika SC poniżej pewnego poziomu oznacza z kolei bezwzględną deportację do ciężkiej, morderczej pracy w kopalniach na Tartarze.

Mimo wszechobecnych kamer i mikrofonów Centralnego Systemu Zabezpieczeń, Rinah szybko odkrywa, że mieszkańcy wykształcili unikalny mechanizm obronny. Poznaje piękną dziennikarkę telewizyjną, Zinię Vett, która początkowo komunikuje się z nim za pomocą wieloznacznego, poetyckiego żargonu zwanego powszechnie „koalangiem”. Ten ezopowy język opiera się na ludzkich skojarzeniach, literackich cytatach i przenośniach, skutecznie oszukując dosłowne, analizujące każde słowo algorytmy komputera. Zinia w zawoalowany sposób ostrzega pisarza przed systemem i wspomina o Larsie Benigu – ziemskim socjologu, który wizytował Paradyzję dziesięć lat wcześniej i rzekomo zginął tam w tragicznym wypadku.

Równolegle do losów Rinaha, fabuła ukazuje historię Nikora, obywatela Paradyzji, który właśnie powrócił z dziesięcioletniej zsyłki do tartaryjskich kopalń i lochów. Dekadę wcześniej, podczas lotu transportowego na Tartar, Nikor siedział obok człowieka – którym był w rzeczywistości zaginiony Lars Benig, udający na potrzeby strażników szaleńca („urmana”) – i zobaczył, jak ten za pomocą wyplutej, opadającej na podłogę pestki udowadnia, że ich rzekomy lot orbitalny w stanie nieważkości jest inscenizacją. Nikor, posługując się koalangiem w formie amatorskich wierszy, kontaktuje się z Rinahem przez wideofon, aby przekazać mu z opóźnieniem tajną wiadomość od Larsa. Ziemianin, wielokrotnie analizując nagranie na swoim dyktafonie, dekoduje ukryte w wierszach anagramy: „Lars” oraz nazwisko „Coriolis”.

To zakodowane przesłanie doprowadza Rinaha do naukowego olśnienia. Pisarz próbuje przeprowadzić proste doświadczenie z użyciem własnego pulsu i wahadła zrobionego z dyktafonu, aby zbadać rzekome sztuczne ciążenie wynikające z obrotu planety, jednak system natychmiast wpuszcza do jego pokoju gaz, przerywając eksperyment. Prawda staje się dla Rinaha przerażająco jasna: w Paradyzji nie występuje siła Coriolisa, a zegary celowo działają nierównomiernie, co ukrywa fakt, że obiekt ten w ogóle nie wiruje i nie znajduje się na orbicie. Potwierdza to Zinia podczas kontrolowanej wycieczki na Tartar, gdy w głuchym, niepodsłuchiwanym betonowym bunkrze starej stacji oceanograficznej wyznaje mu brutalną prawdę. Paradyzja to po prostu rdzewiejące od lat, prowizoryczne kontenery transportowe porzucone i połączone na powierzchni planety Tartar, a twórcy tego świata wymyślili mit o orbitalnym zagrożeniu, aby zniewolić osadników i zmusić ich do darmowego wydobycia surowców, podczas gdy sami żyją w ukrytym luksusie.

Rozumiejąc potworną skalę oszustwa oraz militarną potęgę władców Tartaru, Rinah uświadamia sobie, że nie może po prostu ujawnić prawdy bez spowodowania rzezi lub krwawych represji na bezbronnych mieszkańcach metalowych puszek. Zinia odmawia wspólnej, ryzykownej ucieczki, decydując się pozostać i ewentualnie uświadamiać ludzi od wewnątrz za pomocą swojej pozycji w telewizji. Rinah bezpiecznie opuszcza Paradyzję, niosąc na Ziemię mroczną tajemnicę o gnijącym, metalowym więzieniu, które niebawem zniszczy postępująca korozja. Fabuła kończy się jednak ukrytym akcentem nadziei, demaskując prawdziwe metody oporu Paradyzyjczyków. Byli więźniowie wracający z kopalń Tartaru, tacy jak Nikor, potajemnie przemycają niezwykle ciężkie pastylki otrzymane od towarzyszy niedoli. Te niepozorne, niemożliwe do wykrycia chemicznie substancje, gromadzone latami przez spiskowców, mają w przyszłości posłużyć do wypalenia wielkich dziur w ścianach rdzewiejących kontenerów, co obali stuletnie kłamstwo i ostatecznie wyzwoli zniewolone społeczeństwo.

Paradyzja

5/5 - (1 vote)

Janusz A. Zajdel „Jad mantezji”

Jad mantezji

Utwór: Jad mantezji

Autor: Janusz A. Zajdel

Premiera: 20 kwietnia 1985 Teatr Polskiego Radia

Adaptacja: Maciej Leszczyński

Reżyseria: Maciej Leszczyński

Realizacja akustyczna: Alina Langiewicz

Opracowanie muzyczne: Barbara Dzięgielewska

Inne emisje: 2002-05-31

Seria: Teatrzyk Zielone Oko

Czas trwania: 43’42”

Obsada

Ugo: Henryk Talar

Miler: Marek Robaczewski

Thun: Jacek Jarosz

Policjant: Marek Obertyn

Leper: Gustaw Lutkiewicz

Profesor: Ignacy Machowski

Komendant: Włodzimierz Bednarski

Komisarz: Stanisław Gawlik

Fabuła

Akcja słuchowiska rozpoczyna się w niezwykle dramatycznych okolicznościach, na niegościnnej, obcej planecie. Dwójka bohaterów, Ugo oraz doktor Leper, przemierza zdradliwe i niebezpieczne bagna. Atmosfera planety jest zabójcza, co wymusza na wędrowcach nieustanne korzystanie z aparatów tlenowych, których zapasy nieubłaganie się kurczą. Sytuację drastycznie pogarsza fakt, że Leper zapada na śmiertelną chorobę zwaną Aubercją. Choroba ta, nazwana tak od nazwiska swojej pierwszej ofiary, jest na ówczesnym etapie medycyny całkowicie nieuleczalna i objawia się potężnymi wstrząsami oraz postępującym paraliżem układu nerwowego.

Z relacji zmęczonych wędrowców dowiadujemy się, że kolejne ataki Aubercji są coraz cięższe. Czwarty atak całkowicie odcina czucie w nogach, a piąty zawsze kończy się niechybną śmiercią. W pewnym momencie wycieńczony Leper doświadcza kolejnego, ostatecznego paraliżu, a sytuacja wydaje się beznadziejna. Nagle z otaczającej ich dżungli wyłania się tajemniczy, fioletowy stwór przypominający gigantyczną konwalię z żółtymi oczami i trąbką. To drapieżna Mantezja – przerażająca hybryda, która bezlitośnie atakuje bezbronnego Lepera, wstrzykując w jego ciało swój jad.

Zamiast spodziewanej śmierci z rąk potwora, następuje nieoczekiwany zwrot akcji. Po przebudzeniu z głębokiego omdlenia Leper odkrywa, że odzyskał władzę w ciele i jest całkowicie zdrowy. Jad Mantezji okazał się cudownym, naturalnym lekarstwem na nieuleczalną dotąd Aubercję. Jako genialny badacz, Leper natychmiast przystępuje do działania i udaje mu się schwytać jeden z okazów Mantezji. Pozyskuje z niej kilkadziesiąt mililitrów bezcennej substancji, którą nazywa „mantezyną”.

Naukowiec szybko uświadamia sobie jednak mroczną i niebezpieczną stronę swojego odkrycia. Leper prosi Ugo o absolutną dyskrecję, planując przekazać wiedzę o substancji wyłącznie zaufanemu doktorowi Melminowi przebywającemu na Ziemi.

Substancja jest praktycznie niewykrywalna w ludzkim organizmie, nie pozostawiając we krwi żadnych śladów po zgonie. Dla osób chorych na Aubercję jest to środek wprowadzający w stan letargu i całkowicie leczący schorzenie. Dla zdrowego człowieka jest to natychmiastowa, bezbolesna i śmiertelna trucizna.

Wizja posiadania idealnej, niewykrywalnej broni morderstwa budzi w Ugo najmroczniejsze instynkty i chciwość. Zamiast pomóc przyjacielowi w bezpiecznym powrocie, postanawia go zdradzić dla własnych, egoistycznych i zbrodniczych korzyści. Gdy Leper zapada w głęboki, regeneracyjny sen, Ugo bez wahania go wiąże. Następnie z zimną krwią przecina mu nożem rurkę doprowadzającą życiodajny tlen z aparatu. Ugo kradnie fiolkę z mantezyną i ucieka, pozostawiając swojego towarzysza na pewną śmierć w toksycznych oparach bagiennej dżungli.

Akcja słuchowiska przenosi się wiele lat do przodu, w cywilizowane rejony, gdzie Ugo odwiedza wybitnego naukowca, profesora Holma. Profesor zasłynął z tworzenia niezwykle zaawansowanych protez oraz systemów bionicznych sterowanych bioprądami i myślami. Ugo, przekonany o swojej bezkarności i pewny potęgi, jaką daje mu ukryta trucizna, proponuje profesorowi mroczną współpracę. Jego plan polega na wykorzystaniu niewykrywalnej mantezyny do skrytobójczego mordowania wpływowych osób. Następnie zamordowani mieliby być zastępowani przez zdalnie sterowane, doskonałe manekiny skonstruowane przez Holma. W ten sposób obaj spiskowcy mogliby zdobyć ogromne wpływy i kontrolować ważne instytucje z tylnego siedzenia.

Profesor Holm kategorycznie odrzuca tę zbrodniczą propozycję, obnażając bezwzględność i cynizm swojego rozmówcy. Ugo, zrażony odmową i przerażony faktem, że Holm poznał jego największą tajemnicę, natychmiast wyciąga broń. Strzela do profesora z zamiarem szybkiej likwidacji niewygodnego świadka. Ku jego ogromnemu przerażeniu, kule nie robią na gospodarzu żadnego wrażenia, ponieważ postać siedząca w fotelu to w rzeczywistości jeden ze sztucznych, mechanicznych sobowtórów.

Z ukrytych głośników dobiega głos prawdziwego profesora Holma, który wypowiada słowa dobrze znane Ugo z przeszłości. Zszokowany zamachowiec uświadamia sobie mrożącą krew w żyłach prawdę: profesor Holm to w rzeczywistości doktor Leper. Naukowiec przeżył próbę morderstwa na bagnach, ponieważ podczas głębokiego omdlenia zapotrzebowanie ludzkiego organizmu na tlen drastycznie spada. To, w połączeniu z resztkami powietrza znajdującymi się w odciętej rurce, pozwoliło mu przetrwać w toksycznej dżungli. Słuchowisko kończy się wezwaniem strażników przez triumfującego Lepera, podczas gdy pokonany i zrezygnowany Ugo podsumowuje swój żałosny los, stwierdzając, że zabił tego człowieka już dwa razy, a on wciąż żyje.

5/5 - (1 vote)