Archiwum autora: mentor

Koliber Studio „Koledzy”

Koledzy

Producent: Koliber STUDIO

Seria: Radiowy Teatr Sensacji

Czas trwania: 18’57”

Fabuła

Słuchowisko „Koledzy” z cyklu Radiowy Teatr Sensacji, zrealizowane przez Koliber Studio, to mroczny kryminał, w którym zdrada przybiera wiele twarzy. Opowieść otwiera intymna i pełna napięcia scena poranna. W łóżku budzą się kochankowie – inspektor policji Mike (Michael Newman) oraz Anna, żona jego kolegi z pracy, Petera. Kobieta bagatelizuje swoje małżeństwo, określając je mianem fikcji, jednak Mike odczuwa wyraźny dyskomfort. Pośpiesznie opuszcza sypialnię kochanki, przypominając, że na co dzień pracuje z jej mężem na jednym komisariacie. Ten z pozoru drobny epizod obyczajowy nadaje zupełnie inny kontekst całej późniejszej historii.

Niedługo po tym, jak Mike dociera na komendę i jak gdyby nigdy nic wita się z Peterem, dochodzi do tragedii. Peter dzwoni do Mike’a w stanie skrajnego roztrzęsienia. Informuje kolegę, że po powrocie do domu odkrył makabryczny widok: Anna leży martwa w ich sypialni, zastrzelona z zimną krwią. Zszokowany Mike nakazuje Peterowi niczego nie dotykać i czekać na przyjazd ekipy dochodzeniowej. Morderstwo żony policjanta z miejsca staje się priorytetem, a wstępne śledztwo ujawnia, że ofiara zginęła od kuli z kalibru .38.

Sprawa szybko przybiera nieoczekiwany obrót, zwłaszcza dla Mike’a. Wraca widmo jego dawnych przewinień, gdy w tle pojawia się fakt zaginionej w niewyjaśnionych okolicznościach służbowej broni inspektora. Co gorsza, Mike zostaje niespodziewanie odsunięty od śledztwa – z powodu problemów z piciem na służbie przełożony zawiesza go w obowiązkach i odsyła do policyjnego aresztu. Zamknięty w celi, odcięty od informacji, Mike wydaje się jedynie bezradnym obserwatorem dramatu, który dotknął jego kolegę, a zarazem ukrywaną kochankę.

Punkt kulminacyjny następuje w momencie, gdy do celi Mike’a wprowadzony zostaje nikt inny, jak sam Peter. Odpowiedzialny za ten ruch Szef policji nie ma dla rzekomo pogrążonego w żałobie wdowca żadnej litości. W szczerej i bezwzględnej konfrontacji przełożony obnaża całą prawdę o morderstwie, która okazuje się szokująca. To Peter z premedytacją zabił Annę. Jego motywem była chciwość – zaplanował zbrodnię, aby zgarnąć dziesięć tysięcy dolarów z polisy ubezpieczeniowej żony.

Aby zrealizować morderstwo idealne, Peter ukradł rewolwer Mike’a (wykorzystując chwilę nieuwagi lub poranną wizytę kolegi) i celowo użył go do zastrzelenia żony, by wrobić partnera z pracy w zbrodnię. Ironia losu sprawia jednak, że misterny plan Petera upada, a obaj policjanci ostatecznie lądują za kratkami. Słuchowisko wieńczy mistrzowska, gorzka puenta Szefa, który podsumowując podwójną moralność podwładnych – Mike’a, który przyprawiał rogi przyjacielowi, oraz Petera, który dla pieniędzy zabił żonę i wrabiał kolegę – kwituje ich postawę słowami: „Obaj jesteście siebie warci. Koledzy”.

5/5 - (1 vote)

Edward Morgan Forster „Pokój z widokiem”

Pokój z widokiem

Utwór: Pokój z widokiem (Edward Morgan Forster)

Premiera: 6 listopada 1994 (część pierwsza)

Przekład: Agnieszka Majchrzak

Adaptacja: Bogumiła Prządka

Reżyseria: Jan Warenycia

Realizacja akustyczna: Andrzej Złomski

Inne emisje: 2008-08-03, 2008-08-10

Czas trwania:

część pierwsza – 48’57”

część druga – 47’33”

Obsada

George Emerson: Adam Bauman

Pastor Eager: Krzysztof Kumor

Panna Lavish: Wiesława Niemyska

Charlotta Barlett: Janina Nowicka

Pastor Beebe: Włodzimierz Press

Panna Alan: Hanna Stankówna

Pan Emerson: Zdzisław Tobiasz

Lucy Honeychurch: Joanna Trzepiecińska

Pani Honeychurch: Danuta Nagórna

Freddy, brat Lucy: Tomasz Kozłowicz

Sir Harry Otway: Bogusz Bilewski

Fabuła

Główne postacie słuchowiska

Aby ułatwić śledzenie zawiłości fabularnych, oto krótki przegląd kluczowych postaci pojawiających się w nagraniach:

Postać Rola w historii
Lucy Honeychurch Młoda Angielka, która w trakcie podróży do Włoch zaczyna kwestionować swoje dotychczasowe życie i odkrywa w sobie ukryte pasje.
Charlotte Bartlett Starsza kuzynka Lucy, pełniąca rolę jej przyzwoitki. Jest osobą sztywną, bardzo dbającą o konwenanse i dobre maniery.
Pan Emerson Ekscentryczny Anglik o poglądach socjalistycznych, który mówi to, co myśli, nie zważając na społeczne konwenanse.
George Emerson Syn pana Emersona. Jest to melancholijny młody człowiek, który cierpi na swoisty egzystencjalny smutek. Zakochuje się w Lucy.
Cecil Vyse Narzeczony Lucy w drugiej części historii. Jest aroganckim snobem, pogardzającym ludźmi z niższych sfer i nielubiącym wiejskiego życia.

Część pierwsza

Akcja słuchowiska rozpoczyna się we Florencji, do której przybywa młoda Lucy Honeychurch wraz ze swoją starszą kuzynką i przyzwoitką, Charlotte Bartlett. Kobiety zatrzymują się w Pensjonacie Bertolini, jednak od samego początku są głęboko rozczarowane. Zamiast obiecanych w liście pokoi z widokiem na rzekę Arno, otrzymują pokoje północne, z których okna wychodzą jedynie na wewnętrzny dziedziniec. Podczas kolacji poznają innych brytyjskich gości pensjonatu, w tym pastora Beebe oraz dość nietypowych panów Emersonów – ojca i syna. Starszy pan Emerson, nie zważając na panujące zasady taktu, oferuje kobietom zamianę pokoi, ponieważ on i jego syn mają widok na Arno, a jak twierdzi, kobietom zależy na widokach bardziej niż mężczyznom. Charlotte początkowo kategorycznie odrzuca tę propozycję jako wysoce niestosowną, ale ostatecznie, po interwencji i namowach pastora Beebe, kobiety przyjmują pokoje Emersonów.

Kolejnego dnia Lucy pragnie zwiedzać miasto, jednak Charlotte uważa, że to nieodpowiednie. Ostatecznie Lucy wyrusza na miasto w towarzystwie panny Eleanor Lavish, pisarki pracującej nad powieścią o współczesnych Włoszech, która zabiera jej przewodnik Baedekera, chcąc pokazać dziewczynie „prawdziwą” Florencję. Kobiety udają się do kościoła Santa Croce, gdzie niespodziewanie spotykają panów Emersonów. Starszy pan Emerson dzieli się swoimi radykalnymi poglądami na temat sztuki, a także opowiada o głębokiej melancholii swojego syna, George’a. Sposób bycia Emersona wykracza poza ramy tego, co brytyjskie damy uznają za akceptowalne, jednak w Lucy budzi on pewną ciekawość.

Kulminacyjnym momentem florenckiej części historii jest tragiczne zdarzenie na jednym z placów. Lucy staje się mimowolnym świadkiem morderstwa – dwóch Włochów kłóci się o dług w wysokości zaledwie pięciu lirów, co kończy się pchnięciem nożem. Przerażona dziewczyna mdleje i zostaje złapana przez George’a Emersona, który akurat znalazł się w pobliżu. To drastyczne zderzenie z brutalną rzeczywistością, a zarazem bliskość George’a, głęboko wstrząsa Lucy. Niedługo potem, podczas wspólnej wycieczki powozami na wzgórza za miastem, dochodzi do kolejnego przełomu. Lucy przypadkowo wpada na łąkę pełną fiołków, gdzie George Emerson niespodziewanie do niej podchodzi i namiętnie ją całuje. Sytuacja ta wywołuje skandal. Przerażona i oburzona Charlotte decyduje, że muszą natychmiast opuścić Florencję i wyjechać do Rzymu, aby uciec przed kompromitacją.

Część druga

Druga część słuchowiska przenosi słuchacza z powrotem do Anglii, do rodzinnego domu Lucy – Windy Corner. Życie Lucy wydaje się tu wracać na właściwe, podyktowane konwenansami tory. Dziewczyna jest teraz zaręczona z Cecilem Vysem. Cecil to człowiek z wyższych sfer, niezwykle arogancki, snobistyczny i nienawidzący wiejskiego życia oraz lokalnego towarzystwa. Uważa się za lepszego od otoczenia, co wielokrotnie okazuje, z pogardą traktując na przykład sąsiada, Sir Harry’ego Otwaya. W ramach okrutnego i snobistycznego żartu wymierzonego w Sir Harry’ego, Cecil poleca wolną willę w okolicy panom Emersonom, przypadkowo sprowadzając ich prosto w poukładane życie Lucy.

Pojawienie się George’a Emersona w Windy Corner burzy spokój bohaterki, która stara się ukryć swoje prawdziwe emocje pod maską właściwego zachowania i gry na fortepianie. Napięcie rośnie i sięga zenitu po partii tenisa. Podczas gdy Lucy szuka zgubionych piłek w ogrodzie, George ponownie ją całuje, ignorując fakt, że jest ona narzeczoną innego mężczyzny. George wyznaje jej miłość i stanowczo uświadamia jej, że Cecil nie kocha jej w prawdziwy sposób – pragnie jej jedynie jako pięknej ozdoby, a nie równej sobie kobiety.

Pod wpływem tych słów oraz własnych, tłumionych refleksji, Lucy ostatecznie zrywa zaręczyny z Cecilem, dostrzegając jego wady i prawdziwą naturę. Mimo tego kroku, dziewczyna wciąż okłamuje samą siebie i otoczenie, stanowczo zaprzeczając, jakoby czuła cokolwiek do George’a. Aby uciec przed narastającym problemem i własnymi uczuciami, Lucy decyduje się na drastyczny krok – planuje wyjechać do Grecji (do Aten) w towarzystwie znajomych, byle tylko zostawić za sobą Anglię i Emersonów.

Finał historii rozgrywa się podczas niespodziewanego spotkania Lucy ze starszym panem Emersonem. Ojciec George’a informuje ją, że jego syn cierpi i z powodu odrzucenia zamierza opuścić okolicę. Pan Emerson, wykazując się niezwykłą mądrością i szczerością, dekonstruuje wszystkie kłamstwa, którymi Lucy się otoczyła. W długiej, filozoficznej rozmowie przekonuje ją, że odrzucając miłość, postępuje wbrew własnej naturze i niszczy samą siebie. Pod wpływem jego słów pęka ostateczna bariera konwenansów – Lucy pozwala sobie na przyznanie się do miłości i ostatecznie decyduje się na życie u boku George’a, odrzucając sztuczne zasady narzucane przez społeczeństwo.

5/5 - (1 vote)

Andrzej Zajdel „WiNny bohater”

WiNny bohater

Utwór: WiNny bohater

Autor: Andrzej Zajdel

Premiera: 11 listopada 2007 Teatr Polskiego Radia

Reżyseria: Jan Warenycia

Realizacja akustyczna: Jerzy Dziobak

Muzyka: Tomasz Benn

Inne emisje: 2008-07-10

Czas trwania: 49’28”

Obsada

Pułkownik Różański: Robert Chodur

Narrator: Andrzej Ferenc

Szmid/Strażnik II: Paweł Gładyś

Oficer śledczy II – Warszawa: Paweł Kacprzycki

Ubek krakowski/Śledczy II – Katowice: Marek Kępiński

Oficer śledczy I – Warszawa: Wojciech Kwiatkowski

Podpułkownik Łukasz Ciepliński „Pług”: Łukasz Lewandowski

Oficer śledczy III – Warszawa: Adam Mężyk

Major Franek: Mieczysław Napieraj

Akowiec „Wojtek”: Dawid Rafalski

Pułkownik Kazek: Ryszard Szetela

Maszynistka: Agnieszka Wilkosz

Śledczy I – Katowice/Strażnik I: Paweł Wiśniewski

Fabuła

Słuchowisko rozpoczyna się współcześnie, rozmową dwóch podstarzałych, emerytowanych funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa – Kazka i Franka. Dowiadują się oni, że prezydent Polski uhonorował pośmiertnie Orderem Orła Białego podpułkownika Łukasza Cieplińskiego, przed laty jednego z najważniejszych ludzi antykomunistycznego podziemia. Wiadomość nie wywołuje w nich refleksji ani poczucia winy. Przeciwnie: ironizują na temat „nowego bohatera”, wspominają dawnych kolegów z aparatu i czasy, kiedy ludzie pokroju Cieplińskiego znajdowali się całkowicie w ich władzy. Dla obu mężczyzn śledztwa, więzienia i brutalne przesłuchania są częścią minionej epoki, do której wracają niemal z nostalgią. Ta współczesna rozmowa staje się ramą całego słuchowiska, pokazując, że opowieść będzie dotyczyć nie tylko przeszłości Cieplińskiego, lecz również późniejszej bezkarności jego prześladowców.

Akcja przenosi się do krakowskiego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w październiku 1947 roku. Od dwóch tygodni śledczy przesłuchują i biją zatrzymanego konspiratora posługującego się pseudonimem „Wojtek”. Chcą wydobyć od niego prawdziwe nazwisko i adres człowieka kierującego Zrzeszeniem „Wolność i Niezawisłość”. „Wojtek” długo nie daje im wystarczających informacji, dlatego funkcjonariusze konfrontują go z innym aresztowanym, znanym pod pseudonimem „Łucja”. Pod presją, po wielu dniach przemocy i wyczerpania, pojawia się wreszcie trop: nazwisko „Kaczmarek”, będące panieńskim nazwiskiem matki poszukiwanego dowódcy. Słuchowisko nie przedstawia tych złamanych ludzi jako dobrowolnych zdrajców. Pokazuje ich jako kolejne ogniwa łańcucha aresztowań, który UB buduje za pomocą tortur, wzajemnych konfrontacji i drobnych informacji, niekiedy pozornie pozbawionych znaczenia.

Wieczorem 27 listopada 1947 roku funkcjonariusze zatrzymują w Katowicach mężczyznę przedstawiającego się jako Marian Kaczmarek, kupiec zamieszkały w Zabrzu. Znajdują przy nim fałszywe dokumenty, niewielką sumę dolarów i obrazki religijne. Szybko ustalają, że aresztowany nie jest zwykłym handlarzem. To podpułkownik Łukasz Ciepliński, używający w konspiracji pseudonimów „Pług”, „Ostrowski” i „Bogdan”, prezes IV Zarządu Głównego WiN. Następnego dnia zostaje formalnie wszczęte śledztwo. Dla bezpieki jest to wielki sukces: w jej ręce wpada człowiek stojący na czele ogólnopolskiej organizacji, utrzymującej łączność z Zachodem i gromadzącej informacje o sytuacji w opanowanym przez komunistów kraju.

Pierwsze przesłuchania mają jeszcze stosunkowo oficjalną, niemal urzędową formę. Ciepliński przedstawia swoją drogę od Armii Krajowej i inspektoratu rzeszowskiego, przez działalność w krakowskim obszarze konspiracji, aż po objęcie kierownictwa nad całym WiN po aresztowaniu poprzednich dowódców. Podaje jednak przede wszystkim pseudonimy, unikając prawdziwych nazwisk. Każda jego odpowiedź jest próbą zachowania równowagi: musi mówić na tyle dużo, by nie sprowokować natychmiastowej eskalacji przemocy, lecz zarazem nie może przekazać wiadomości, które doprowadziłyby do kolejnych aresztowań. Śledczy doskonale rozumieją tę taktykę. Wiedzą również, że złamanie samego Cieplińskiego mogłoby otworzyć im drogę do rozbicia resztek całej organizacji.

Po krótkim pobycie w krakowskim ośrodku operacyjnym Ciepliński zostaje przewieziony samolotem do Warszawy. Podczas podróży i pierwszych chwil w mokotowskim więzieniu w jego myślach powracają kolejni aresztowani. Próbuje odtworzyć drogę, którą bezpieka dotarła do niego, zastanawia się, kto już znajduje się w więzieniu i które punkty organizacji zostały zdekonspirowane. Zdaje sobie sprawę, że UB dysponuje znacznie większą wiedzą, niż początkowo przypuszczał. Nie wie natomiast, które informacje pochodzą z wymuszonych zeznań, a które z przejętych archiwów albo wcześniejszej obserwacji.

Do zasadniczej rozgrywki przystępuje pułkownik Józef Różański. Nie zaczyna od jawnych gróźb. Przemawia do Cieplińskiego jak oficer do oficera, chwali jego wojenne doświadczenie i umiejętności konspiracyjne, udaje szacunek dla jego poczucia odpowiedzialności. Przekonuje go, że podziemie zostało już pokonane i dalszy opór nie może niczego zmienić, może natomiast spowodować kolejne cierpienia. Proponuje przeprowadzenie kontrolowanego, odgórnego ujawnienia organizacji. Ludzie WiN mieliby złożyć wyjaśnienia, zadeklarować lojalność wobec państwa, a następnie powrócić do domów bez procesów i represji. Ciepliński mógłby również wpłynąć na zagraniczną delegaturę organizacji i doprowadzić do zakończenia jej działalności.

Ciepliński odnosi się do propozycji nieufnie. Podkreśla, że aresztowany dowódca traci możliwość swobodnego podejmowania decyzji w imieniu organizacji. Różański trafia jednak w jego najczulszy punkt: odpowiedzialność za podkomendnych. Przypomina przypadki ludzi, którym rzekomo okazano łaskę, i sugeruje, że dzięki współpracy można uratować setki osób. Ciepliński chce pisemnego porozumienia, które zobowiązywałoby obie strony i gwarantowało szybkie przeprowadzenie ujawnienia. Wie, że ryzykuje, lecz perspektywa ocalenia ludzi, za których czuje się odpowiedzialny, okazuje się silniejsza od troski o własny los.

Rozpoczyna więc rozmowy o strukturze WiN, kontaktach z ambasadą amerykańską i poselstwem belgijskim, łączności z Londynem, przekazywanych raportach, pieniądzach oraz miejscach spotkań. Nie robi tego dla osobistych korzyści ani w nadziei na uwolnienie. Jest przekonany, że uczestniczy w operacji, która umożliwi bezkrwawe zakończenie działalności organizacji. Właśnie dlatego podstęp Różańskiego jest tak skuteczny: nie wykorzystuje strachu Cieplińskiego przed śmiercią, lecz jego poczucie obowiązku wobec innych. Człowiek przyzwyczajony do brania odpowiedzialności za podkomendnych zostaje zwabiony możliwością ich uratowania.

Wkrótce słuchacz poznaje prawdziwe intencje bezpieki. Podczas wewnętrznej narady funkcjonariusze mówią otwarcie, że żadnego uczciwego ujawnienia nie zamierzają przeprowadzić. Potrzebują kolejnych adresów, nazwisk, tras kurierskich, punktów radiowych i skrytek. Jeśli Ciepliński zacznie pytać, dlaczego ujawnieni ludzie nie wychodzą na wolność, należy odpowiadać, że procedura wymaga czasu. Szczególnie cenne mają być informacje o osobach znajdujących się wewnątrz komunistycznej partii lub dawnej Armii Ludowej, które mogły współpracować z WiN. Funkcjonariusze zastrzegają jednak, że rzeczywistego celu poszukiwań nie wolno wpisywać do protokołów. Śledztwo od początku ma zatem dwie warstwy: oficjalny zapis i ukrytą operację służącą dalszemu rozbijaniu podziemia.

Do narracji ponownie wkraczają emerytowani ubecy. Jeden z nich chełpi się, że miał kiedyś „Pługa pod ręką”. Opowiada o tak zwanym konwejerze – nieprzerwanym przesłuchiwaniu przez zmieniające się zespoły śledczych. Więzień przez wiele dób nie może spać, siedzieć ani odzyskać orientacji w czasie. Ciepliński jest bity tak dotkliwie, że traci słuch; jeden z oprawców ma nawet zwichnąć kciuk, uderzając go w szczękę. W tej makabrycznej przechwałce pojawia się jednak mimowolne przyznanie, że więzień w porę rozpoznał oszustwo. Gdy zrozumiał, że obiecywane ujawnienie jest fikcją, zaczął mówić wyłącznie o ludziach już aresztowanych, spalonych albo znajdujących się poza zasięgiem aparatu.

Od tej chwili śledztwo przybiera otwarcie brutalną postać. Cieplińskiemu odbiera się krzesło i możliwość pisania do żony. Kolejni oficerowie bez końca pytają o ludzi ukrytych pod pseudonimami, o sieć terenową i o planowaną akcję odwetową przeciwko ministrowi bezpieczeństwa Stanisławowi Radkiewiczowi. Ciepliński wyjaśnia, że propozycja zamachu została odrzucona i nie dopuszczono do jej wykonania. Śledczy nie szukają jednak prawdy. Otwarcie zapowiadają, że zrobią z niego najpierw mordercę, a następnie zdrajcę. Zarzut nie ma wynikać z faktów – to fakty mają zostać dopasowane do przygotowanego wcześniej zarzutu.
Więzień zostaje poddany wielogodzinnym „stójkom”. Rozebrany, wyczerpany i pozbawiony snu musi stać nocą przy otwartych drzwiach celi, a o świcie wraca na przesłuchanie. Funkcjonariusze żądają kolejnych rekonstrukcji przejętych walizek i archiwów. Kiedy odpowiada, że nie pamięta, informują go, iż jego mały syn umarł, a żona została aresztowana jako członkini bandy. Grożą karcerem, uszkodzeniem oka i dalszymi torturami. Używają prądu, zwiększając jego natężenie, aż Ciepliński traci przytomność i zostaje wyniesiony w kocu. Przemoc fizyczna łączy się z precyzyjnie obliczoną przemocą psychiczną: śledczy próbują odebrać mu przekonanie, że poza więzieniem pozostało jeszcze cokolwiek, co warto chronić.

Wśród krzyków, pytań i modlitw rozgrywa się niewidoczna walka o granice wiedzy bezpieki. Ciepliński próbuje rozpoznać, jakie wiadomości funkcjonariusze już mają i które nazwiska zostały wcześniej ujawnione. Jego powtarzane „nie wiem” i „nie pamiętam” nie oznacza kapitulacji umysłu. Jest ostatnim dostępnym sposobem osłaniania innych. Pod wpływem bólu czasami udziela odpowiedzi, ale stara się tak dobierać informacje, by nie doprowadziły one do ludzi pozostających jeszcze na wolności. Słuchowisko pokazuje, że opór w takiej sytuacji nie polega na efektownym milczeniu, lecz na ciągłym podejmowaniu dramatycznych decyzji przy skrajnie ograniczonej świadomości sytuacji.

Szczególne znaczenie ma przesłuchanie dotyczące wydarzenia z 1943 roku i śmierci dwóch radzieckich oficerów. Ciepliński wyjaśnia, że podczas narady większość opowiedziała się za ich uwolnieniem i że właśnie taki rozkaz wydał. Po jego odejściu podkomendny posługujący się pseudonimem „Sokół” samowolnie rozstrzelał jeńców. Ciepliński ukarał go przeniesieniem i degradacją, nie zastosował jednak surowszej sankcji. Ten epizod nie jest pominięty ani wygładzony. Bohater musi zmierzyć się z pytaniem o odpowiedzialność dowódcy także za czyny popełnione wbrew jego rozkazowi. Aparat bezpieczeństwa usuwa jednak wszystkie okoliczności sprawy i przekształca skomplikowany wojenny przypadek w prosty dowód rzekomego morderstwa.

W rozmowie dawnych ubeków zostaje wyjaśniony tytuł słuchowiska. W aparacie Cieplińskiego nazywano czasami „WiNnym herojem”: „WiNnym”, ponieważ stał na czele Zrzeszenia WiN, a zarazem „winnym” w sensie człowieka, którego komunistyczne państwo postanowiło skazać. Nawet funkcjonariusze przyznawali między sobą, że podczas konwejera właściwie nikogo nie wydał. Jeśli podawał nazwiska, dotyczyły osób, którym nie mógł już zaszkodzić. Jednemu z emerytów na chwilę udaje się dostrzec moralny wymiar jego postawy, ale natychmiast próbuje ustanowić fałszywą symetrię, mówiąc, że funkcjonariusze również wierzyli w swoją sprawę. Drugi zbywa wątpliwości stwierdzeniem, że więzień otrzymał to, na co zasłużył.

Kolejną część słuchowiska zajmuje pokazowy proces IV Zarządu Głównego WiN. Radiowe komunikaty przedstawiają oskarżonych jako amerykańskich szpiegów, dywersantów, zdrajców i płatnych agentów zagranicznego kapitału. Jeden ze starych funkcjonariuszy wspomina, że siedział na widowni i podziwiał, jak sprawnie proces został „ułożony”. Autorzy słuchowiska ujawniają mechanizm powstawania propagandowego widowiska. Pytanie zadane Cieplińskiemu rano zostaje połączone w radiowym materiale z odpowiedzią udzieloną po południu w zupełnie innym kontekście. Usunięcie części wypowiedzi sprawia, że jego słowa zaczynają znaczyć coś przeciwnego – między innymi sugerują odpowiedzialność za egzekucję radzieckich oficerów, chociaż rzeczywiście wydał rozkaz ich uwolnienia.

Przed sądem Ciepliński usiłuje odwołać zeznania. Mówi, że podczas śledztwa leżał we własnej krwi i nie był w stanie kontrolować treści sporządzanych protokołów. Oświadcza wprost, że przypisywane mu wypowiedzi nie są jego zeznaniami. Przewodniczący składu i prokurator nie pozwalają mu rozwinąć tego wątku. Proces nie ma przecież ustalić prawdy, lecz zatwierdzić prawdę przygotowaną wcześniej przez śledczych. Jeden z emerytowanych ubeków przyznaje, że obserwując Cieplińskiego na sali, zastanawiał się, czy sam potrafiłby zachować podobną odwagę. Uspokoił się jednak myślą, że nigdy nie znalazłby się na miejscu ofiary, ponieważ stał po „właściwej stronie”. Zapytany po latach, czy nadal tak uważa, odpowiada wymijająco: jakie ma to teraz znaczenie?

Mowa oskarżycielska staje się kulminacją propagandowego spektaklu. Prokurator opowiada o „lokajach reakcji”, sanacyjnych oficerach, wrogach Związku Radzieckiego i ludziach przygotowujących nową wojnę na rozkaz anglo-amerykańskich mocodawców. Dla Cieplińskiego i jego współtowarzyszy żąda kar śmierci. Język oskarżenia całkowicie odczłowiecza podsądnych: nie są ludźmi z konkretnymi życiorysami, motywacjami i dylematami, lecz typami wrogów potrzebnymi do potwierdzenia oficjalnej wizji rzeczywistości.

W ostatnim słowie Ciepliński nie przedstawia się jako człowiek bezbłędny. Mówi, że niektórych swoich działań żałuje i niektórych się wstydzi. Stanowczo odrzuca jednak zarzut morderstwa i zdrady. Przypomina, że nikogo nie zabił, a swoje życie już w młodości ofiarował Polsce. Określa własny los jako część tragedii całego pokolenia: łatwo było wejść do konspiracji, lecz niezwykle trudno ją opuścić w chwili klęski; łatwo rozstać się ze sprawą po zwycięstwie, o wiele trudniej porzucić ją, gdy wszystko zostało przegrane. Zapewnia, że nie dopuścił się „czynu kainowego” i nie splamił świadomie rąk bratnią krwią. Jego heroizm nie wynika więc z braku wątpliwości, lecz ze zdolności zachowania moralnej granicy mimo świadomości własnych błędów.

Wyrok skazuje go między innymi na pięciokrotną karę śmierci. Naczelny Sąd Wojskowy nie uwzględnia skargi rewizyjnej, a 20 lutego 1951 roku Bolesław Bierut odmawia prawa łaski. Ostatnie tygodnie życia Cieplińskiego zostają pokazane poprzez grypsy kierowane do żony Wisławy, nazywanej Wisią, i małego syna Andrzeja. Pisze, że uczyniono z niego zbrodniarza i zdrajcę, choć żona najlepiej wie, że nigdy świadomie nikogo nie skrzywdził. Jednocześnie zachowuje spokój i wiarę, że Polska odzyska niepodległość, zwycięży prawda, a podeptana godność człowieka zostanie kiedyś przywrócona.

Szczególnie przejmujące są słowa skierowane do żony. Ciepliński przeprasza ją, że poświęcił jej tak mało czasu, a wszystkie wspólnie przeżyte chwile wspomina jako świętość. Prosi, by kochała Andrzeja za nich oboje, lecz zarazem go nie rozpieszczała. Synowi pozostawia duchowy testament: ma kochać Boga i Polskę, opiekować się matką, a za najważniejsze zasady przyjąć dobro, prawdę, sprawiedliwość i miłość. To właśnie te prywatne słowa podważają propagandowy obraz bezdusznego szpiega i terrorysty. Państwo może narzucić mu procesową rolę, ale nie potrafi zniszczyć jego relacji z najbliższymi ani odebrać mu prawa do określenia sensu własnego życia.

Po południu 1 marca 1951 roku w zatłoczonej celi mokotowskiego więzienia pojawia się strażnik z listą. Wywołani więźniowie mają zebrać rzeczy osobiste i związać drobiazgi w niewielki węzełek. Pada nazwisko Cieplińskiego i rozkaz wyjścia. Scena jest bardzo oszczędna: nie ma uroczystego pożegnania ani wielkich gestów. Towarzyszy jej głos odczytujący testament dla syna. Ciepliński zostaje wyprowadzony do piwnicy jednego z więziennych budynków gospodarczych i zastrzelony o godzinie dwudziestej. Następnie, w kilkuminutowych odstępach, giną Adam Lazarowicz, Mieczysław Kawalec, Franciszek Błażej, Karol Chmiel, Józef Rzepka i Józef Batory.

Ciała zabitych zostają potajemnie wywiezione i wrzucone do nieoznaczonego dołu, zasypanego ziemią i kamieniami. Słuchowisko podaje, że miejsce pochówku pozostaje nieznane; jako prawdopodobne wskazuje Służew. Dopiero 17 września 1992 roku sąd unieważnia wyrok wydany na Cieplińskiego i pozostałych członków IV Zarządu Głównego WiN. Prawna rehabilitacja następuje jednak po dziesięcioleciach i nie może przywrócić życia zamordowanym ani oddać ich rodzinom miejsc, w których mogłyby ich pochować.

Finał ponownie przenosi akcję do czasów współczesnych. W radiu pojawia się relacja z plenerowej wystawy „Twarze rzeszowskiej bezpieki”, pokazującej fotografie dawnych funkcjonariuszy. Kazek i Franek odkrywają, że ich własne twarze zostały wystawione na widok publiczny. Nie przejmują się cierpieniem ofiar; obawiają się przede wszystkim, że rozpoznają ich sąsiedzi. Pocieszają się, że publiczne pokazanie zdjęć jest i tak lepsze niż wezwanie do sądu. Gdy jeden z nich zastanawia się, co powiedziałby podczas ewentualnego procesu, drugi podsuwa gotową odpowiedź: „nic nie pamiętam”.

Ostatnie słowa zamykają konstrukcję słuchowiska wyjątkowo gorzką klamrą. Podczas tortur Ciepliński mówił „nie pamiętam”, aby chronić pozostających na wolności ludzi. Po latach identycznej formuły chce użyć oprawca, aby ochronić samego siebie przed odpowiedzialnością. Tytułowy bohater był „WiNny”, ponieważ należał do WiN; został uznany za winnego przez podporządkowany władzy sąd; okazał się jednak bohaterem w pamięci tych, których próbował ocalić. Aparat bezpieczeństwa zdołał odebrać mu wolność, życie i dobre imię, lecz ostatecznie nie zdołał utrzymać stworzonego przez siebie wyroku moralnego. Zwycięstwo pamięci pozostaje przy tym niepełne, ponieważ większość sprawców nigdy nie poniosła rzeczywistej kary.

5/5 - (1 vote)

Carroll Mayers „Wielbiciel muzyki”

Wielbiciel muzyki

Tytuł: „Wielbiciel muzyki”

Autor opowiadania: Charles F. Myers, czyli Charles Farrell Myers, znany również jako Henry Farrell

Reżyseria: Zygmunt Malanowicz

Cykl: Teatrzyk Zielone Oko, Program III Polskiego Radia

Premiera/emisja: 25 czerwca 1969 roku, około godz. 20:50

Czas nagrania: 13:43

Obsada

Bronisław Pawlik: Fred, narrator

Wiesław Michnikowski: Gus, pierwszy bandyta

Mieczysław Czechowicz: Krępy, drugi bandyta

oraz Ewa Berger-Jankowska i Daniela Makulska (jako Ellen i Monika)

Fabuła

Bohaterem i narratorem słuchowiska jest Fred, dyrektor przedsiębiorstwa finansowego. Opowieść zaczyna się na parkingu za siedzibą firmy, kiedy Fred kończy pracę i wychodzi z budynku z teczką pod pachą. Podchodzą do niego dwaj nieznajomi. Pierwszy jest wysoki i elegancki, z filcowym kapeluszem o szerokim rondzie; drugi to krępy, znacznie gorzej ubrany mężczyzna. Sytuacja mogłaby wyglądać niegroźnie, gdyby elegancki człowiek nie pokazał Fredowi broni ukrytej pod kapeluszem. Napastnicy znają jego nazwisko, stanowisko i zwyczaje. Fred natychmiast rozumie, że nie natknął się na przypadkowych rzezimieszków, lecz na bandytów, którzy od dłuższego czasu przygotowywali akcję.

Przestępcy każą Fredowi zachowywać się naturalnie i wsiąść do jego własnego samochodu. W drodze jeden z nich włącza muzykę. To Gus — tytułowy wielbiciel muzyki, szczególnie zainteresowany starymi nagraniami jazzowymi. Jego wspólnik jest wyraźnie zirytowany tym hobby i kilkakrotnie rozkazuje mu wyłączyć radio. Już ta krótka wymiana zdań pokazuje zasadniczą różnicę między bandytami: jeden skupia się na planie i dyscyplinie, podczas gdy Gus nie potrafi oprzeć się muzyce nawet w trakcie porwania. Fred nie wie jeszcze, że właśnie ta pozornie błaha słabość zadecyduje o wyniku całej historii.

Napastnicy każą Fredowi jechać do jego domu. Gdy wchodzą do środka, żona dyrektora, Ellen, sądzi początkowo, że mąż przyprowadził niezapowiedzianych gości na obiad. Z lekką irytacją przypomina mu, że powinien był ją uprzedzić. Fred szybko wyjaśnia, że mężczyźni nie są jego znajomymi. Wtedy przywódca bandytów przedstawia plan. Według zdobytych przez nich informacji pod koniec tygodnia w kasie pancernej firmy znajduje się około trzydziestu tysięcy dolarów. Próba wejścia do budynku podczas pracy oznaczałaby strzelaninę i duże ryzyko. Znacznie bezpieczniej jest zmusić dyrektora do otwarcia sejfu po godzinach, a jego żonę zatrzymać w charakterze zakładniczki.

Gus ma pozostać w domu i pilnować Ellen, podczas gdy drugi napastnik pojedzie z Fredem do firmy. Zanim wspólnicy wyruszają, Gus zaczyna interesować się stojącym w salonie adapterem i kolekcją płyt. Pyta o poszczególnych wykonawców, przegląda albumy i daje do zrozumienia, że najbardziej pociąga go tradycyjny jazz. Padają nazwiska takich muzyków jak Willie „The Lion” Smith czy Kid Ory. Wspólnik upomina go, że powinien obserwować zakładniczkę, a nie urządzać prywatne przesłuchanie płyt. Gus odpowiada jednak, że każdy człowiek ma jakąś słabość. Ellen szybko spostrzega, że bandyta jest znacznie bardziej zainteresowany fonoteką niż jej osobą.

Fred wyrusza z drugim przestępcą do siedziby firmy. Podczas jazdy bandyta informuje go, że grupa bardzo dokładnie zbadała także jego życie osobiste. Wie, że małżeństwo Freda i Ellen przechodzi kryzys, a Fred spotyka się z inną kobietą. Próbuje w ten sposób zasugerować, że dyrektor może nie być szczególnie skłonny do ratowania żony. Fred reaguje oburzeniem, ale nie zaprzecza istnieniu kochanki. Napastnik jest jednak pewien, że nawet niewierny mąż nie zaryzykuje, iż Gus zastrzeli Ellen, jeśli w odpowiednim czasie nie otrzyma umówionej wiadomości.

Po dotarciu do przedsiębiorstwa obaj wchodzą do środka bocznym wejściem. Fred otwiera kasę właściwym kluczem i podaje szyfr. Sejf okazuje się pusty. Bandyta nie może w to uwierzyć, ponieważ zebrane informacje wskazywały, że powinno się w nim znajdować ponad trzydzieści tysięcy dolarów. Kiedy pochyla się, aby dokładniej obejrzeć zawartość, Fred uderza go z całej siły. Przestępca traci przytomność. Dyrektor zabiera mu rewolwer, wiąże jego ręce własnym paskiem, knebluje go krawatem, a następnie zaciąga do toalety i zamyka. Posługuje się przy tym rozwiązaniem, które wcześniej sam bandyta przewidywał dla swojej ofiary.

Dopiero wtedy słuchacz poznaje prawdziwy powód, dla którego kasa jest pusta. Fred sam wyjął z niej dokładnie 34 tysiące dolarów. Zamierzał tego wieczoru uciec samolotem z kochanką Moniką, porzucając żonę i dotychczasowe życie. Skradzione pieniądze schował w teczce, którą przyniósł do domu. Bandyci wybrali zatem na ofiarę człowieka, który właśnie dokonywał własnej defraudacji. Fred jest jednocześnie zakładnikiem, niedoszłą ofiarą napadu i przestępcą próbującym ukraść dokładnie tę samą gotówkę, na którą polują jego porywacze.

Fred obawia się o Ellen, ponieważ Gus może ją skrzywdzić, gdy nie nadejdzie telefon od wspólnika. Mimo to nie jedzie od razu do domu. Najpierw odwiedza Monikę. Kochanka czeka już na zaplanowany wyjazd i niepokoi się, że samolot odleci bez nich. Fred wyjaśnia, że ucieczkę trzeba odłożyć. Opowiada o bandytach, zabranej z sejfu gotówce i pozostawionej w domu teczce. Monika reaguje przede wszystkim rozczarowaniem. Podejrzewa, że nagła troska Freda o żonę oznacza koniec ich związku. Gdy Fred mówi, że musi ratować Ellen, Monika zarzuca mu, że zmienił zdanie w sprawie wspólnego wyjazdu.

Rozmowa z kochanką ujawnia, że Fred zaczyna inaczej patrzeć na swoje małżeństwo. Przyznaje, że stosunki z Ellen nie układały się najlepiej, ale nie oznacza to, że przestał się o nią troszczyć. Perspektywa rzeczywistego zagrożenia życia żony okazuje się dla niego ważniejsza niż romans i pieniądze. Monika w końcu przeprasza za egoistyczną reakcję, choć nadal pyta, czy po unieszkodliwieniu drugiego bandyty Fred odzyska gotówkę. Bohater zabiera przejęty rewolwer i wraca do domu, nie wiedząc, czego może się tam spodziewać.

Fred zatrzymuje samochód w pewnej odległości i skrada się przez sąsiednią posesję. Wchodzi bocznymi drzwiami, trzymając broń w dłoni. Spodziewa się walki albo tragicznego widoku. Tymczasem zastaje Ellen spokojnie leżącą na kanapie i czytającą ilustrowany tygodnik. Gus zniknął. Żona wyjaśnia, że bandyta przez niemal cały czas zajmował się płytami. Upodobał sobie szczególnie jeden album i postanowił go zabrać. Potrzebował opakowania, dlatego opróżnił leżącą na stole teczkę Freda, aby włożyć do niej kolekcję nagrań.

Wtedy Gus znalazł ukryte wewnątrz 34 tysiące dolarów. Zrozumiał, że czekanie na telefon od wspólnika nie ma już sensu. Zabrał zarówno gotówkę, jak i płyty, po czym uciekł, pozostawiając Ellen bez nadzoru. Muzyczne hobby, które miało przeszkodzić mu w pilnowaniu zakładniczki, przypadkowo doprowadziło go prosto do rzeczywistej zdobyczy. Bandyci chcieli zmusić Freda do opróżnienia sejfu, podczas gdy poszukiwane pieniądze od początku znajdowały się w domu. Gus odnalazł je nie dzięki przygotowanemu planowi, lecz dlatego, że bardziej niż zakładniczką interesował się jej adapterem i płytami.

Dla Freda utrata pieniędzy oznacza katastrofę. Nie może zwrócić ich do firmowej kasy, nie może uciec z Moniką i nie jest w stanie przedstawić się wyłącznie jako niewinna ofiara rabunku. Co gorsza, Ellen oznajmia, że zna całą prawdę. Wie o innej kobiecie, o kradzieży firmowych pieniędzy i o planowanym wyjeździe. Fred próbuje ratować sytuację, twierdząc, że był szaleńcem, definitywnie zerwał z kochanką i właśnie zamierzał odnieść 34 tysiące do sejfu. Pyta żonę, czy mu wierzy. Ellen chłodno odpowiada, że trudno jej na to pytanie odpowiedzieć.

Ostatni zwrot następuje, gdy Ellen informuje męża, że kilka minut wcześniej zawiadomiła policję o rabunku. Funkcjonariusze właśnie nadjeżdżają. Fred nie ma już możliwości ucieczki ani stworzenia wygodnej wersji wydarzeń. Jeden bandyta leży związany w firmowej toalecie, Gus zniknął z płytami i gotówką, Monika zna plan ucieczki, a Ellen wie o defraudacji. Słuchowisko urywa się przed przesłuchaniem i aresztowaniami, ale pozostawia Freda otoczonego konsekwencjami własnych decyzji.

Znaczenie tytułu i konstrukcja intrygi

Tytułowym wielbicielem muzyki jest Gus. Jego pasja ma podwójne znaczenie. Najpierw osłabia przestępczy plan, ponieważ zamiast pilnować Ellen, bandyta słucha płyt. Ostatecznie jednak właśnie muzyczne roztargnienie przynosi mu całą zdobycz. Gdyby pozostał zdyscyplinowany, nigdy nie zajrzałby do teczki.

Słuchowisko odwraca też typowy podział na przestępców i ofiary. Bandyci planują rabunek, lecz Fred już wcześniej dokonał własnej kradzieży. Ellen, która przez większą część historii sprawia wrażenie biernej zakładniczki, okazuje się osobą najlepiej rozumiejącą sytuację i podejmującą decydujące działanie. To ona wzywa policję i zamyka przed mężem ostatnią drogę odwrotu.

5/5 - (1 vote)

John Thomas Lutz „Twórca Spuda Morana”

Twórca Spuda Morana
Utwór: Twórca Spuda Morana

Tytuł oryginalny: The Creator of Spud Moran

Autor: John Thomas Lutz

Premiera: 26 lutego 1969 Teatr Polskiego Radia

Przekład: Ewa Szumańska

Adaptacja: Ewa Szumańska

Reżyseria: Zofia Malanowska

Produkcja: Polskie Radio Wrocław

Seria: Teatrzyk Zielone Oko

Czas trwania: 23’22”

Obsada

Zygmunt Bielawski

Adam Kułakowski

Tadeusz Łączyński

Wojciech Malec

Halina Pielichowska (Loren)

Andrzej Polkowski

Fabuła

Spud Moran jest fikcyjnym bohaterem niezwykle popularnych powieści kryminalnych. To wysoki, muskularny i bezwzględny człowiek, który nie ma skrupułów ani wobec wrogów, ani przyjaciół, ani kobiet. Jego przeciwieństwem jest twórca tej postaci, Randall Morgan: szczupły, wrażliwy pisarz w grubych okularach, potrafiący planować efektowne zbrodnie wyłącznie na papierze. Już w pierwszych minutach słuchowiska pojawia się najważniejsze pytanie: czy człowiek, który wymyślił tak bezlitosnego bohatera, sam potrafiłby zachować się jak on?

Randall wynajmuje prywatnego detektywa, by śledził swoją żonę Loren. Przed motelem otrzymuje potwierdzenie najgorszych podejrzeń: kobieta przebywała w pokoju numer 27 z przystojnym Kejem Claxtonem, radcą prawnym Randalla. Detektyw, będący czytelnikiem jego książek, ostrzega pisarza, aby nie zrobił żadnego głupstwa. Randall wchodzi do motelu, czeka w półmroku, a następnie widzi żonę wychodzącą razem z kochankiem. Zamawia w barze kieliszek dżinu i podchodzi do ich stolika.

Loren jest przerażona i zawstydzona. Nie potrafi znieść konfrontacji i opuszcza restaurację. Claxton zachowuje się natomiast arogancko. Bagatelizuje zdradę, tłumaczy, że między nim i Loren po prostu „nawiązała się nić”, a jako prawnik i doradca Randalla miał wiele okazji, by ją spotykać. Próbuje sprowadzić sytuację do zwyczajnego romansu i cynicznie zauważa, że każda kobieta jest przecież czyjąś żoną, siostrą albo matką.

Randall spokojnie oznajmia, że zabije Claxtona. Zamierza przygotować morderstwo z taką samą precyzją, z jaką konstruuje zbrodnie w swoich książkach. Prawnik początkowo grozi policją i zdeponowaniem listu, który po jego śmierci wskaże Randalla jako sprawcę. Pisarz odpowiada, że Claxton nie będzie chciał wywołać skandalu niszczącego jego małżeństwo, reputację i kancelarię. Claxton trafnie uderza jednak w najsłabszy punkt przeciwnika: przypomina mu, że jest tylko Randallem Morganem, a nie Spudem Moranem. Pisarz może wymyślać morderstwa, ale nie ma odwagi ich popełniać.

W domu Randall zastaje Loren pakującą walizki. Jest gotów jej wybaczyć, lecz kobieta wyznaje, że naprawdę kocha Claxtona. Zamierza zamieszkać w hotelu i czekać, aż kochanek powiadomi swoją żonę oraz uzyska rozwód. Randall ostrzega, że prawnik prawdopodobnie składał już podobne obietnice innym kobietom, ale Loren nie pozwala się przekonać i odchodzi. Dla Randalla zdrada przestaje być przejściowym upokorzeniem — oznacza całkowity rozpad jego dotychczasowego życia.

Pisarz przez wiele godzin usiłuje obmyślić morderstwo, lecz nie przychodzi mu do głowy żaden realny plan. Dopiero widok maszyny do pisania podsuwa rozwiązanie. Randall nie potrafi zaplanować zbrodni jako on sam, ale może stworzyć ją dla Spuda Morana. Rozpoczyna nową powieść zatytułowaną Zemsta Spuda Morana. W książce brutalny bohater śledzi prawnika będącego odpowiednikiem Claxtona. Pisanie stopniowo staje się nie tylko literacką fantazją, ale także instrukcją i psychologicznym treningiem dla samego autora.

Randall zaczyna wcielać kolejne fragmenty powieści w życie. Telefonuje do Claxtona z pogróżkami i zapowiada, że jego zwłoki mogą być tak zmasakrowane, iż nie uda się ich zidentyfikować. Kiedy prawnik przestaje odbierać telefony, pojawiają się listy i nekrologi z jego nazwiskiem. Randall prześladuje go także pozornie przypadkowymi spotkaniami: pojawia się w sklepach, kawiarniach i innych miejscach odwiedzanych przez swoją przyszłą ofiarę. Claxton początkowo lekceważy groźby, lecz z czasem chudnie, źle sypia i znajduje się na skraju załamania nerwowego.

Po ukończeniu najważniejszego rozdziału Randall przychodzi nocą do domu Claxtona z rewolwerem. Każe mu założyć strój i buty myśliwskie, zabrać sztucer oraz klucze do leśnej chaty. Zmusza również prawnika do napisania wiadomości dla żony, według której wyjeżdża na kilkudniowe polowanie. Claxton wciąż nie wierzy, że niepozorny pisarz rzeczywiście go zabije. Drwi z jego planu, krytykuje go nawet jako kiepski pomysł literacki i ponownie powtarza, że Randall nie jest Spudem Moranem.

Obaj jadą do odosobnionego domu pisarza. Na trawniku czeka rozłożona plastikowa płachta. Randall ładuje broń i każe Claxtonowi na niej stanąć. Prawnik podejmuje ostatnią próbę poniżenia przeciwnika: mówi, że Randall jest tchórzem, który jedynie odgrywa swojego bohatera. Pisarz rzeczywiście drży i z trudem przezwycięża strach, ale ostatecznie strzela. Następnie zawija ciało w płachtę, ukrywa je w gęstych krzakach i rusza do klubu. Gra w brydża, odwiedza restaurację oraz znajomych, tworząc świadków swojego pozornie zwyczajnego wieczoru.

Po zbudowaniu alibi Randall wraca do maszyny do pisania, aby za pomocą literackiej rutyny dopracować finał. Przygotowuje dwa wcześniej otrute wiewiórki, ciało Claxtona umieszcza w samochodzie i jedzie do jego chaty myśliwskiej. Wewnątrz zostawia ślady sugerujące niedawną obecność gospodarza: papierosy, zmierzwioną pościel i porozrzucane przedmioty. Zwłoki oraz broń układa tak, by śmierć wyglądała na wypadek podczas polowania. Wiewiórki mają stanowić niewinne wyjaśnienie strzałów i śladów związanych z plastikową płachtą.

Plan wydaje się niemal doskonały. Na pierwszym zakręcie Randalla zatrzymuje jednak strażnik. Nie pyta o prawo jazdy, lecz o kartę łowiecką, ponieważ słyszał strzały. Zaskoczony pisarz przyznaje, że strzelał do wiewiórek. Wtedy dowiaduje się o banalnym szczególe, którego nie przewidział: trwa okres ochronny i na te zwierzęta nie wolno obecnie polować. Drobne wykroczenie tworzy urzędowy ślad potwierdzający obecność Randalla w pobliżu miejsca upozorowanego wypadku. Słuchowisko nie opisuje dalszych technicznych etapów śledztwa, lecz od razu przeskakuje do procesu.

Dwa miesiące później morderstwo jest już wyjaśnione. W mieszkaniu Randalla odnaleziono maszynopis Zemsty Spuda Morana, zawierający motyw oraz niemal dokładny przebieg prawdziwej zbrodni. Rozstrzygnięcie sprawy zostaje wstrzymane do czasu decyzji komisji psychiatrów. Pisarz, który chciał wykorzystać literaturę jako narzędzie pozwalające dokonać doskonałego morderstwa, pozostawił w ten sposób najpełniejsze możliwe przyznanie się do winy.

Pół roku później Loren odwiedza Randalla w szpitalnej izolatce. Próbuje powiedzieć mu, że rozumie już, jak bardzo musiał ją kochać, skoro z jej powodu zabił Claxtona. Randall nie poznaje jednak żony. Twierdzi, że nigdy nie był żonaty, a kobiety zawsze traktował jak zabawki. Nie uważa się już za słabego pisarza – przedstawia się jako Spud Moran, słynny gangster i wielokrotny morderca.

Po odejściu płaczącej Loren „Spud Moran” siada przy stoliku, bierze ołówek i postanawia dla zabawy napisać powieść. Jej bohaterem ma być śmieszny, mały człowieczek nazwiskiem Randall Morgan, kiepski autor kryminałów, który nieudolnie i po partacku popełnił zbrodnię. Finał odwraca więc relację między twórcą i postacią: Randall stworzył Spuda literacko, lecz Spud stworzył z Randalla mordercę, a następnie całkowicie wyparł jego osobowość. Claxton miał rację, mówiąc, że Randall nie jest Spudem – aby udowodnić mu coś przeciwnego, pisarz musiał przestać być sobą.

5/5 - (1 vote)