Archiwum kategorii: Teatr Polskiego Radia

Teatr Polskiego Radia

Kornel Makuszyński „Czwarty partner”

Czwarty partner

Utwór: Czwarty partner

Autor: Kornel Makuszyński

Premiera: 4 stycznia 1997 Teatr Polskiego Radia

Adaptacja: Andrzej Zakrzewski

Reżyseria: Andrzej Zakrzewski

Realizacja akustyczna: Andrzej Brzoska

Opracowanie muzyczne: Marian Szałkowski

Czas trwania: 26’27″

Obsada

Pan Szlem: Wieńczysław Gliński

Pan Kiszka: Krzysztof Kowalewski

Narrator: Wiesław Machowski

Pan Kieliszek: Bronisław Pawlik

Pan Piwko: Witold Skaruch

Fabuła

Akcja słuchowiska rozpoczyna się od zarysowania niezwykle silnej, wręcz karykaturalnej namiętności, jaką jest zamiłowanie do gry w brydża. Autor z charakterystycznym dla siebie, ciepłym i nieco ironicznym humorem wprowadza słuchacza w hermetyczny świat zagorzałych brydżystów. Poznajemy trzech stałych bywalców zielonego stolika, dla których codzienna partia brydża jest nie tylko rozrywką, ale wręcz sensem egzystencji, świętym rytuałem i najważniejszym punktem dnia. Ich życie kręci się wokół tasowania, rozdawania, licytacji i zbierania lew, a cała reszta świata – problemy zawodowe, rodzinne czy polityczne – schodzi na zdecydowanie dalszy plan, ustępując miejsca królowi pik i damie kier.

Właściwy dramat rozpoczyna się w momencie, gdy to zgrane i zżyte ze sobą trio staje w obliczu prawdziwej, niewyobrażalnej wręcz katastrofy – nagłego braku czwartego gracza. Bez względu na to, czy ich stały partner zachorował, musiał nagle wyjechać, czy też zatrzymały go inne, z perspektywy karciarzy zupełnie błahe obowiązki, trzej przyjaciele zostają postawieni przed wizją całkowicie zmarnowanego wieczoru. Karty leżą nietknięte na stole, cygara dymią się w popielniczkach, a w powietrzu wisi ciężka atmosfera narastającej frustracji. Gra we trzech, tak zwany „dziadek”, absolutnie ich nie satysfakcjonuje – to dla nich profanacja prawdziwej sztuki brydżowej i jedynie nędzna namiastka królewskiej gry.

Zmuszeni okolicznościami, zdesperowani bohaterowie rozpoczynają etap gorączkowych poszukiwań zastępstwa. Ich początkowe wymagania są bardzo wysokie – prześcigają się w wymienianiu nazwisk znajomych, odrzucając każdego z powodu drobnych mankamentów. Jeden rzekomo licytuje zbyt ryzykownie, drugi nie potrafi zachować kamiennej twarzy w kluczowych momentach, trzeci z kolei ma irytujący zwyczaj ciągłego komentowania rozdania. Jednak w miarę upływu czasu, gdy głód gry staje się niemal fizycznie bolesny, ich snobizm i wyśrubowane kryteria zaczynają drastycznie spadać. Bohaterowie szybko zdają sobie sprawę, że w obliczu tak wielkiej tragedii nie mogą dłużej wybrzydzać.

Po wyczerpaniu racjonalnych kandydatur, bohaterowie decydują się na krok ostateczny i wciągają do gry osobę zupełnie przypadkową. Znalezienie „czwartego” staje się aktem absolutnej desperacji i walki o przetrwanie wieczoru. Ofiarą ich karcianego nałogu pada człowiek nieświadomy, często mocno zagubiony, który z poważnym brydżem miał w życiu niewiele wspólnego, a do stolika zostaje zaciągnięty niemalże siłą lub sprytnym fortelem. Świeżo upieczony partner, nie znając skomplikowanej etykiety i dziwacznego żargonu pełnego swoistych zaklęć i okrzyków, czuje się w tym środowisku niczym owca rzucona na pożarcie trzem wygłodniałym wilkom.

Punktem kulminacyjnym słuchowiska jest sama rozgrywka, która z każdą kolejną minutą przeradza się w rasową komedię omyłek i festiwal tłumionej frustracji. Przypadkowy „czwarty partner” z rozbrajającą naiwnością popełnia wszystkie możliwe błędy nowicjusza: fatalnie myli kolory, nie rozumie podstawowych konwencji licytacyjnych, rzuca karty całkowicie wbrew logice, a swoimi laickimi pytaniami doprowadza weteranów do szewskiej pasji. Trzej eksperci, starając się początkowo ze wszystkich sił zachować pozory dobrych manier i towarzyskiej ogłady, w głębi duszy dosłownie gotują się z wściekłości. Twórcy znakomicie budują tu napięcie poprzez pełne pasywnej agresji dialogi, w których grzeczne słowa i sztuczne uśmiechy zaledwie maskują mordercze instynkty.

Finał tej karcianej przygody przynosi nieuniknioną eksplozję nagromadzonych emocji. Rozgrywka kończy się spektakularnym chaosem – najczęściej całkowitym i kompromitującym blamażem nowicjusza lub, co gorsza, jego przypadkowym, absurdalnym zwycięstwem dokonanym wbrew wszelkim prawidłom gry, co stanowi ostateczny cios dla rozdmuchanego ego starych wyjadaczy. Słuchowisko, zamykając tę zabawną anegdotę, zostawia nas z ironicznym, słodko-gorzkim morałem na temat natury ludzkich namiętności. Wycieńczeni psychicznie bohaterowie przysięgają sobie solennie, że już nigdy w życiu nie usiądą do stołu z amatorem, choć słuchacz doskonale wie, że gdyby następnego dnia znów zabrakło im partnera, bez sekundy wahania powtórzyliby to samo szaleństwo.

5/5 - (1 vote)

Henry Slesar „Dług”

Henry Slesar "Dług"

Henry Slesar „Dług”

Autor: Henry Slesar

Tytuł oryginału: A Cry from the Penthouse

Pierwsza publikacja: 1959

Przekład: Marian Kozłowski

Reżyseria: Anna Kochanowska

Opracowanie akustyczne: Mieczysław Burzyk

Producent: Teatr Polskiego Radia

Czas trwania: 21’58”

Premiera: 5 marca 1972 roku

Obsada

Anna Kochanowska – zapowiedź

Marta Sobolewska – narracja

Jerzy Bończak – Chet Brander

Janusz Dziubiński – Frank Coombs

Roman Michalski oraz Mirosław Ostaszkiewicz

Fabuła

Chet Brander udaje się w niezwykle mroźny i wietrzny zimowy wieczór do luksusowego, nowo wybudowanego apartamentowca nad rzeką, aby odzyskać pożyczone pieniądze od swojego dłużnika, Franka Coombsa. Coombs wynajmuje samodzielny pawilon z tarasem, który jest nadbudowany na samym dachu wieżowca. Po przybyciu na miejsce gospodarz wita Brandera niezwykle serdecznie, zaprasza do ciepłego wnętrza i obiecuje, że odda mu cały dług co do grosza jeszcze tego samego wieczoru.

Dłużnik proponuje gościowi obejrzenie ogromnego tarasu, z którego roztacza się wspaniały widok na miasto, wspominając jednocześnie, że z obawy przed włamaniami wyposażył mieszkanie w zakratowane okna oraz obite stalową blachą drzwi. Gdy Brander wychodzi na zewnątrz bez palta i kapelusza, Coombs niespodziewanie zatrzaskuje za nim stalowe drzwi, więżąc go na potwornym mrozie. Przez gruby, szklany wizjer wzmocniony drucianą siateczką Szed widzi, jak oprawca z uśmiechem wznosi toast, po czym gasi światło w pawilonie. Uwięziony mężczyzna uświadamia sobie, że jest to precyzyjnie zaplanowane morderstwo, które ma na celu pozbycie się wierzyciela i długu.

Wołanie o pomoc zostaje zagłuszone przez wichurę, a zziębnięty Brander w jednej ze swoich kieszeni odkrywa nieznany mu wcześniej klucz. Rozumie, że został on podrzucony przez Coombsa, aby policja uznała śmierć za nieszczęśliwy wypadek – miało to wyglądać tak, jakby Chet sam otworzył sobie mieszkanie pod nieobecność gospodarza i przypadkowo zatrzasnął się na tarasie. Walcząc o przetrwanie, Brander chwyta się grubego kabla i w ogromnych bólach, raniąc dłonie i kolana, wspina się na dach pawilonu. Kiedy odkrywa, że właz prowadzący do wnętrza budynku jest zamknięty, wpada na desperacki pomysł. Zaczyna zrywać przewody od anten telewizyjnych, licząc na to, że usterka sygnału zmusi mieszkańców do interwencji na dachu.

Plan kończy się pełnym sukcesem, ponieważ zepsuty odbiór telewizji sprawia, że na dach faktycznie wychodzą zaniepokojeni lokatorzy, a jeden z nich zabiera nieprzytomnego Cheta do swojego mieszkania, aby go ratować i ogrzać. Po odzyskaniu przytomności Brander zataja prawdę przed wybawcą, twierdząc, że jedynie oglądał wolne mieszkania na górnych piętrach. Mając w kieszeni klucz podrzucony przez dłużnika, mężczyzna wraca do pawilonu, ubiera swoje palto oraz kapelusz, odbezpiecza zatrzask stalowych drzwi tarasowych i czeka w ukryciu na rozwój wydarzeń. W środku nocy do mieszkania wraca pijany Coombs i widząc uchylone drzwi, wychodzi na taras. W tym momencie Brander podbiega do wyjścia i bezlitośnie zatrzaskuje stalowy portal, skazując swojego niedawnego oprawcę na śmierć na mrozie. Z triumfalnym uśmiechem ignoruje błagania Coombsa o wpuszczenie do środka i opuszcza budynek, podczas gdy na zewnątrz zapowiada się opad śniegu i gradu.

5/5 - (1 vote)

Gabriela Górska „Sprawa precedensowa”

reżyseria: Juliusz Owidzki

realizacja akustyczna: Alina Langiewicz

data premiery: 27 września 1980

długość: 35’10”

Słuchowisko „Sprawa precedensowa” to zapis rozprawy, w której Rand Wharton, podejrzany o zamordowanie współpracownika na stacji badawczej Oberon-Delta 2, pełni rolę głównego oskarżonego. Jednakże główny temat rozprawy schodzi na dalszy plan, gdy wychodzi na jaw, że Wharton jest sztucznie wyhodowanym człowiekiem. W efekcie obrona i prokuratura spierają się o to, czy w ogóle można sądzić go jako człowieka.

Obsada

Głos z radiostacji: Marian Friedmann, Jacek Jarosz, Ignacy Machowski

Przewodniczący sądu: Zygmunt Maciejewski

Seath Cherokee: Tomasz Marzecki

Ruiz Esteban Passedena: Marek Obertyn

Orvell Kerr: Józef Para

Obrońca: Piotr Pawłowski

Rand Wharton: Henryk Talar

Prokurator: Mieczysław Voit, Wojciech Zagórski

Fabuła

Akcja słuchowiska rozpoczyna się na sali sądowej, gdzie toczy się proces Randa Wartona. Z aktu oskarżenia dowiadujemy się, że mężczyzna urodził się drugiego lipca 2039 roku w Santa Monica w Kalifornii i pracował jako inżynier kosmiczny. Jego główną specjalnością była budowa silników napędowych oraz próbników dla sond kosmicznych. Warton staje przed wymiarem sprawiedliwości pod najcięższym zarzutem – pierwszego października 2078 roku, podczas pełnienia dyżuru na kosmicznej stacji doświadczalnej Oberon Delta 2, zabił swojego współpracownika. Ofiarą był pilot Ruis Esteban Passadena, który zginął od strzału z pistoletu laserowego. Oskarżony nie próbuje unikać odpowiedzialności, nie zaprzecza faktom i od samego początku trwania procesu ze spokojem przyznaje się do popełnienia tej zbrodni.

Motywacja inżyniera okazuje się jednak wysoce nietypowa, co nadaje całej sprawie wyjątkowy charakter. Warton składa szczegółowe wyjaśnienia, w których tłumaczy, że zabójstwo Passadeny było w jego ocenie absolutnie konieczne, chociaż nie działał w obronie własnego życia. Oskarżony twierdzi, że użył broni, aby obronić główny komputer stacji przed całkowitym zniszczeniem. Według jego relacji Passadena, znajdując się pod wpływem ataku szału wywołanego nieznanym ultimatum, próbował zdemolować maszynę. Choć zniszczenie komputera nie zagroziłoby bezpośrednio funkcjonowaniu samej stacji czy przetrwaniu załogi, to doprowadziłoby do bezpowrotnej utraty unikalnych wyników badań. Dla oskarżonego ten fakt był wystarczającym powodem, by bez wahania odebrać życie swojemu koledze.

Wyniki badań, o których wspomina inżynier, dotyczyły epokowego przełomu naukowego dokonanego na stacji kosmicznej. W pamięci komputera zapisano niezbite dowody na to, że jedna z nowo testowanych sond zdołała przekroczyć prędkość światła, obalając dotychczasowe ograniczenia fizyki. Warton z nieskrywaną dumą podkreśla, że był głównym konstruktorem tego próbnika, jednak to niezawodna maszyna z najwyższą precyzją wyliczyła wszystkie parametry i poprowadziła statek do sukcesu. To odkrycie miało otworzyć przed ludzkością bramy do całego wszechświata, umożliwiając eksplorację odległych gwiazd w czasie zaledwie jednego ludzkiego życia. Inżynier chłodno skalkulował, że dobro całego gatunku i rozwój nauki mają obiektywnie nieporównywalnie większą wartość niż jednostkowe życie histeryzującego pilota.

Kolejne światło na sprawę rzucają zeznania doktora Davida Khana, psychiatry sądowego powołanego do zbadania stanu umysłu oskarżonego. Badania wykazują, że Warton to jednostka o wybitnym, wręcz niewiarygodnym intelekcie, z wynikiem IQ sięgającym dwustu trzydziestu punktów w skali Termana. Jednakże ten niezwykły rozwój poznawczy idzie w parze z całkowitą atrofią sfery uczuciowej. Psychiatra diagnozuje inżyniera jako osobę do głębi wypraną z empatii, chłodną, opierającą wszystkie swoje decyzje wyłącznie na bezdusznej logice. Warton nie jest zdolny do odczuwania wyrzutów sumienia, nawiązywania relacji międzyludzkich ani rozumienia takich pojęć jak przyjaźń czy lojalność, co idealnie tłumaczy jego bezwzględną decyzję o egzekucji współpracownika.

Prawdziwy wstrząs na sali rozpraw wywołuje jednak dopiero pojawienie się świadka ze strony korporacji General Bionical Company, Orwella Kerra. Przedstawiciel firmy ujawnia szokującą, skrzętnie ukrywaną tajemnicę dotyczącą tożsamości i pochodzenia podsądnego. Okazuje się, że Rand Warton w ogóle nie jest człowiekiem zrodzonym w tradycyjny sposób, lecz syntetycznym tworem wyhodowanym in vitro pod numerem seryjnym 28/4Q18A. Został on celowo zaprojektowany i powołany do życia z precyzyjnie określonym przeznaczeniem – miał być idealnym narzędziem do realizowania najtrudniejszych misji kosmicznych. Twórcy celowo pozbawili jego układ genetyczny wszelkich wyższych emocji i ludzkich słabości, aby uzyskać jednostkę kierującą się wyłącznie czystym, niezakłóconym uczuciami intelektem.

To przerażające odkrycie staje się głównym filarem nieszablonowej linii obrony. Prawnik Wartona argumentuje, że jego klient nie może być sądzony według tych samych artykułów kodeksu karnego co zwykli ludzie, ponieważ jest zaprogramowanym produktem, a nie istotą w pełni ukształtowaną moralnie. Obrońca dowodzi, że inżynier zachował się dokładnie tak, jak zaprogramowali go jego stwórcy – obiektywnie ocenił sytuację i zlikwidował przeszkodę stojącą na drodze do priorytetowego celu badawczego. Skoro to korporacja wyłączyła w nim ludzkie odruchy, to ona ponosi odpowiedzialność za ostateczne działania inżyniera na stacji. Historia osiąga swój punkt kulminacyjny w atmosferze ogromnego napięcia, gdy sąd pozwala oskarżonemu wygłosić ostatnie słowo, w którym ten bezemocjonalny, syntetyczny człowiek stanowczo domaga się traktowania i praw należnych żywej istocie.

5/5 - (3 votes)