Donald Honig „Konkurenci”

Konkurenci

Utwór: Konkurenci

Autor opowiadania: Donald Honig

Tytuł oryginału: „Nice Work If You Can Get It”

Przekład: Roman Chrząstowski

Premiera: 28 maja 1969 roku, godz. 20:45

Adaptacja: Zygmunt Malanowicz

Reżyseria: Zofia Rakowiecka

Realizacja akustyczna: Andrzej Pruski

Inne emisje: 2002-05-31

Seria: Teatrzyk Zielone Oko

Czas trwania: 24’53”

Obsada

Buck: Leonard Andrzejewski

Jack: Maciej Damięcki

Busch: Wiesław Michnikowski

Griggen: Leon Pietraszkiewicz

Barney: Roman Wilhelmi

Fabuła

Historia rozpoczyna się w upalny dzień na parkowej ławce. Siedzi na niej Busch – narrator opowieści i szef trzyosobowej, wyspecjalizowanej grupy porywaczy. Wypoczynek przerywa mu pojawienie się Niebieskiego Barneya, znanego w przestępczym środowisku rywala. Barney zaczyna od pochlebstw: zapewnia, że podziwia przedsiębiorstwo Buscha, jego organizację, precyzję działania oraz dotychczasowe sukcesy. Szybko jednak ujawnia właściwy cel rozmowy. Zamierza wejść na ten sam rynek i założyć własną „firmę” zajmującą się porwaniami dla okupu. Zapowiada wręcz, że pierwszym przedsięwzięciem przyćmi dokonania Buscha i zmusi go do wycofania się z interesu.

Rozmowa obu gangsterów przypomina spotkanie dwóch eleganckich przedsiębiorców, a nie ludzi planujących ciężkie przestępstwa. Busch broni zasad wolnej konkurencji, ale równocześnie usiłuje zniechęcić Barneya. Doradza mu włamywanie się do sejfów, napady na urzędy pocztowe albo szantaż. Przekonuje, że w branży porwań jego własna spółka – tworzona wspólnie z Jackiem i Buckiem – osiągnęła poziom, któremu nikt nie dorówna. Barney pozostaje niewzruszony. Twierdzi, że długo studiował metody konkurentów i znalazł sposób na dokonanie czegoś naprawdę niezwykłego. Busch żegna go śmiechem, lecz pewność siebie jest tylko maską: prowokacja trafia w jego zawodową ambicję.

Po odejściu rywala Busch zaczyna podejrzewać, że jego ludzie rzeczywiście popadli w rutynę. Wzywa Jacka i Bucka, opowiada im o spotkaniu, a następnie żąda pomysłu, który jednoznacznie potwierdzi przewagę ich grupy. Nie wystarczy już zwykłe uprowadzenie zamożnego biznesmena. Potrzebują ofiary tak ważnej, żeby sam wybór celu stał się demonstracją potęgi. Postanawiają porwać J.J. Griggena – miliardera naftowego i najbogatszego człowieka na świecie – a za jego uwolnienie zażądać pięciu milionów dolarów. Plan jest skrajnie ryzykowny, lecz właśnie dlatego odpowiada ich rozbudzonej ambicji.

Griggen jest nieustannie strzeżony. Podróżuje opancerzonym samochodem w towarzystwie umięśnionych ochroniarzy, uchodzących również za doskonałych strzelców. Próba zatrzymania go na ulicy oznaczałaby niemal pewną klęskę. Gang odkrywa jednak, że za dwa dni w rezydencji miliardera na Long Island odbędzie się wielki bal dobroczynny połączony z maskaradą. Liczne przebrania, tłum gości oraz panujące podczas zabawy zamieszanie mogą pozwolić porywaczom znaleźć się bezpośrednio przy Griggenie. Dzięki pomocy specjalisty od fałszywych dokumentów zdobywają zaproszenia, wcześniej rozpoznają teren i przygotowują niezwykły plan wyniesienia ofiary z domu na oczach całego towarzystwa.

Na balu Busch występuje jako Jerzy Waszyngton, Jack przywdziewa strój lorda Byrona, natomiast potężny Buck przebiera się za prehistorycznego jaskiniowca z maczugą. Griggen pojawia się w todze Juliusza Cezara. Rezydencję zapełniają Napoleonowie, monarchowie i rozmaite postacie historyczne, dlatego trójka przestępców nie wzbudza podejrzeń. Busch zdobywa zaufanie gospodarza i wyprowadza go na balkon. Tam pojawia się Buck, grożąc miliarderowi maczugą, podczas gdy drzwi prowadzące do sali zostają zamknięte. Pod balkonem porywacze ukryli wcześniej wielką niedźwiedzią skórę wyposażoną w zamek błyskawiczny. Ogłuszonego i skrępowanego Griggena wsadzają do jej wnętrza.

Najbardziej zuchwała część operacji polega na przejściu z porwanym przez środek sali balowej. Buck zarzuca niedźwiedzia na ramię, a Busch i Jack przedstawiają całą scenę jako improwizowany symboliczny występ: Jerzy Waszyngton, wspierany przez poetę i jaskiniowca, demonstruje potęgę nad dziką naturą. Zachwyceni goście zaczynają bić brawo. To, co powinno wyglądać jak przestępstwo, zostaje uznane za efektowny element maskarady. Nawet strażnicy przy bramie rezydencji salutują osobliwemu orszakowi, nie podejrzewając, że w niesionym „kostiumie niedźwiedzia” znajduje się najbogatszy człowiek świata.

Gang przewozi Griggena do ukrytej chaty myśliwskiej. Po rozpięciu skóry miliarder jest przekonany, że padł ofiarą wyjątkowo głupiego żartu. Dopiero wyjaśnienie Buscha uświadamia mu, że naprawdę został uprowadzony. Porywacze oznajmiają, że cena za jego wolność wynosi pięć milionów dolarów. Chcą traktować zakładnika poprawnie, proponując mu kiełbaski i piwo, lecz urażony Griggen odmawia. Groźby również mają groteskowy charakter: może ponownie trafić do niedźwiedziej skóry, zostać zmuszony do jazdy na rowerze albo do wielogodzinnego słuchania nagrań amerykańskich reklam telewizyjnych.

Następnego ranka Griggen podaje numer prywatnego telefonu znajdującego się w sypialni jego żony Hildegardy. Tylko ona ma dostęp do klucza od sejfu i może szybko przygotować okup. Miliarder opisuje ją jako kobietę zimną i opanowaną, ale jest przekonany, że zapłaci za uratowanie męża. Busch i jego wspólnicy zaczynają telefonować z miejskich budek. Nikt jednak nie odbiera. Ponawiają próby przez wiele godzin, wyobrażając sobie, że Hildegarda gra w tenisa, wybrała się konno albo wyjątkowo długo siedzi u fryzjera. Z początku sytuacja ich irytuje, później zaś zaczyna budzić prawdziwy niepokój.

Czas działa przeciwko porywaczom. Zniknięcia Griggena nie da się długo ukrywać; wkrótce mogą go szukać policja, agenci federalni, a według przesadnych przewidywań gangsterów nawet wojsko i marynarka. Ponieważ telefonu wciąż nikt nie odbiera, nie mają komu przekazać żądania okupu. Doskonale przeprowadzone uprowadzenie okazuje się bezużyteczne. Busch podejmuje upokarzającą decyzję o wypuszczeniu Griggena bez jednego dolara. Informują go, że za rogiem znajdzie autobus. Miliarder, który zdążył potraktować uwięzienie jak nieoczekiwany urlop, odchodzi nawet dość wypoczęty, pytając jedynie, czy jego żona rzeczywiście zapłaciła pięć milionów. Porywacze unikają odpowiedzi.

Klęska całkowicie odbiera grupie wiarę we własny profesjonalizm. Busch uważa, że gdy tylko Barney dowie się o nieudanej operacji, staną się pośmiewiskiem przestępczego świata. Wspólnicy postanawiają więc po cichu zlikwidować przedsiębiorstwo i poszukać uczciwego zajęcia. Ich droga prowadzi do urzędu zatrudnienia – finałowej konsekwencji potraktowania porwań jak zwykłej działalności gospodarczej. Przed urzędem Busch przypadkiem spotyka Barneya. Początkowo każdy z nich zakłada, że konkurent odniósł wielki sukces, i obaj niechętnie próbują zachować pozory.

Wreszcie Barney przyznaje, że także rezygnuje z interesu. Jego pierwsze spektakularne porwanie zakończyło się identycznym fiaskiem. Okazuje się, że jego gang uprowadził Hildegardę Griggen i również zażądał pięciu milionów dolarów. Aby przekazać warunki okupu, Barney próbował dzwonić do jej męża na prywatny telefon przy łóżku. Griggen nie mógł odpowiedzieć, ponieważ w tym samym czasie siedział w chacie Buscha. Hildegarda zaś nie odbierała telefonu Buscha, gdyż przebywała w niewoli Barneya. Dwa perfekcyjnie zaplanowane porwania wzajemnie się unieważniły: każda grupa schwytała jedyną osobę zdolną zapłacić konkurentom.

Gangsterzy nie uświadamiają sobie w pełni tej symetrii. Zamiast wyznać prawdę i porównać swoje operacje, zaczynają plotkować o małżeństwie Griggenów. Busch sugeruje, że miliarder tylko od czasu do czasu pojawia się na noc w domu. Barney jest oburzony, iż Hildegarda może tolerować takie zachowanie, i kończy rozmowę pełnym zgorszenia komentarzem: „Co za towarzystwo”. Przestępcy, którzy przed chwilą przyznali się do porwań dla wielomilionowego okupu, przyjmują rolę surowych strażników obyczajności.

Sens i ton słuchowiska

„Konkurenci” są przede wszystkim komedią kryminalną i satyrą na bezwzględną rywalizację gospodarczą. Porywacze mówią o swoich gangach jak o przedsiębiorstwach, ofiary traktują jak źródła przychodu, a porażkę nazywają likwidacją firmy. Nie przegrywają z policją ani z wyjątkową przebiegłością zakładników. Pokonuje ich konkurencja doprowadzona do absurdu: obaj rywale niezależnie wybierają dwie osoby z tego samego małżeństwa i w dokładnie tym samym momencie pozbawiają się możliwości odebrania okupu.

5/5 - (1 vote)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *