Ewa Dąbrowska-Orzelska „Kłopot z Ferdynandem”

Kłopot z Ferdynandem

Utwór: Kłopot z Ferdynandem

Autor: Ewa Dąbrowska-Orzelska

Premiera: 6 października 1971 Teatr Polskiego Radia

Reżyseria: Zofia Rakowiecka

Realizacja akustyczna: Jerzy Jeżewski

Inne emisje: 1983-07-23, 2002-11-08

Seria: Teatrzyk Zielone Oko

Czas trwania: 27’42″

Obsada

Mąż: Zdzisław Mrożewski

Żona: Zofia Rysiówna

Ferdynand, ich krewny: Andrzej Zaorski

Iza: Czesław Wołłejko

Fabuła

Słuchowisko rozpoczyna się od sceny w pędzącym samochodzie, w którym starsze, dość cyniczne i zgorzkniałe małżeństwo – Walery i Iza – udaje się z niezwykłą misją. Iza prowadzi auto bardzo brawurowo i nieostrożnie, co stanowi tło dla ich nerwowej rozmowy. Okazuje się, że o piątej nad ranem odwiedziła ich zrozpaczona Katarzyna, która poinformowała ich, że została porzucona przez swojego męża, tytułowego Ferdynanda. Małżonkowie jadą pod adres nowej wybranki uciekiniera, aby przeprowadzić stanowczą interwencję. Pod płaszczykiem moralnego oburzenia i chęci pomocy Katarzynie kryje się jednak wyraźna interesowność – Walery i Iza borykają się z problemami finansowymi i po cichu liczą, że przy okazji uda im się uszczknąć coś z majątku bogatego Ferdynanda.

Po dotarciu na miejsce bohaterowie stają przed elegancką, luksusowo urządzoną willą, co tylko utwierdza ich w przekonaniu, że Ferdynand opływa w dostatki. Drzwi otwiera im bardzo atrakcyjna, beztroska młoda kobieta. Iza i Walery z miejsca zakładają, że mają do czynienia z bezwzględną kochanką, która z premedytacją rozbiła małżeństwo Katarzyny. Wchodzą do środka i natychmiast przyjmują ton wyższości, próbując zawstydzić dziewczynę i brutalnie przemówić jej do sumienia. Młoda gospodyni, swobodnie częstując ich sherry i ciasteczkami, wydaje się kompletnie nie rozumieć rzucanych oskarżeń. Jej odpowiedzi są pełne absurdu – wspomina między innymi o swoim zmarłym ojcu architekcie, zupełnie ignorując zarzuty o romans, co prowadzi do serii komicznych i absurdalnych nieporozumień.

W trakcie tej kuriozalnej konwersacji uwaga starszego małżeństwa skupia się na mężczyźnie leżącym na podłodze obok kominka. Osobnik ten jest całkowicie zamroczony i pijany w sztok. Iza i Walery, zaślepieni swoim początkowym założeniem, automatycznie uznają, że to właśnie ich zaginiony Ferdynand. Iza przez chwilę ma wątpliwości, zauważając, że mężczyzna jest łysy i w ogóle nie przypomina krewnego, ale Walery szybko to racjonalizuje, przypominając żonie, że ostatni raz widzieli Ferdynanda, gdy ten miał zaledwie siedem lat. Młoda kobieta rzuca jedynie mimochodem, że ów pijany mężczyzna wygrał minionej nocy ogromną sumę pieniędzy w pokera.

Przekonani, że bezbłędnie zlokalizowali cel swojej podróży, Iza i Walery decydują się na drastyczny krok. Pod pretekstem „ratowania” niewiernego męża i zwrócenia go prawowitej żonie, postanawiają po prostu wynieść nieprzytomnego mężczyznę z willi i zabrać go do swojego samochodu. W ich działaniu trudno szukać wielkiej empatii, przebija przez nie raczej chęć szybkiego załatwienia sprawy i pozbycia się kłopotu. Co ciekawe, młoda kobieta nie stawia żadnego oporu i pozwala im zabrać pijaka. Starsze małżeństwo interpretuje to jako ostateczny dowód na to, że rzekoma kochanka zdążyła się już znudzić zgubnym i hulaszczym stylem życia Ferdynanda.

Zaraz po umieszczeniu mężczyzny w samochodzie, chciwa natura Izy i Walerego bierze górę i zaczynają oni bez skrępowania przeszukiwać kieszenie nieprzytomnego pasażera. Zgodnie z wcześniejszymi słowami młodej kobiety, znajdują w nich potężny plik banknotów. To odkrycie wprawia ich w ogromną ekscytację, ale kluczowym znaleziskiem okazuje się wyciągnięty złożony kawałek papieru. Jest to odręcznie napisany list, a dokładniej weksel i akt przekazania własności. Z jego treści jasno wynika, że autor pisma zrzeka się praw do luksusowej willi, w której przed chwilą gościli, na rzecz posiadacza listu, a wszystko to w ramach uregulowania gigantycznego długu karcianego z minionej nocy.

Finał słuchowiska przynosi błyskotliwy i całkowicie komediowy zwrot akcji. Podpis widniejący pod aktem zrzeczenia się majątku brzmi: „Ferdynand”. W tym momencie do zdezorientowanych małżonków wreszcie dociera brutalny absurd ich sytuacji. Zaczynają rozumieć, że pijany mężczyzna w ich samochodzie to wcale nie mąż Katarzyny, lecz obcy hazardzista, który wczorajszej nocy ograł prawdziwego Ferdynanda z całego dobytku. Prawdziwy Ferdynand, zrujnowany i pozbawiony dachu nad głową, po prostu ratował się ucieczką, zostawiając w swojej willi zwycięzcę partii pokera. Iza i Walery uświadamiają sobie z przerażeniem, że właśnie uprowadzili i okradli z wygranej zupełnie przypadkowego człowieka, a ich samozwańcza, „bohaterska” misja moralna od samego początku była jedną wielką, kompromitującą farsą.

5/5 - (1 vote)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *