Utwór: Foka
Autor: Ewa Szumańska
Premiera: 13 czerwca 1967 Teatr Polskiego Radia
Reżyseria: Juliusz Owidzki
Realizacja akustyczna: Alina Langman
Inne emisje: 2002-12-20
Seria: Teatrzyk Zielone Oko
Czas trwania: 16’24″
Obsada
Kelner: Alicja Wyszyńska
Przechodzień: Tadeusz Surowa
Nieznajomy: Andrzej Szczepkowski
Głos: Henryk Rzętkowski
Fabuła
Słuchowisko „Foka”, zrealizowane w ramach cyklu Teatrzyk Zielone Oko, to utrzymana w groteskowym, słodko-gorzkim tonie komedia z elementami absurdu i fantastyki naukowej. Akcja tej nietypowej historii rozpoczyna się na terenie ogrodu zoologicznego, gdzie anonimowy, niezwykle wścibski i pragmatyczny narrator obserwuje pewnego dziwnego mężczyznę. Nieznajomy ten wykazuje obsesyjne zainteresowanie basenem, w którym pływają foki, a w szczególności jedną z nich, do której przemawia z niezwykłą czułością, nazywając ją imieniem Marianna. Mężczyzna zapewnia zwierzę, że codziennie nad nim myśli i robi wszystko, co w jego mocy, aby rozwiązać ich wspólny, tragiczny problem. Zaintrygowany tym kuriozalnym zjawiskiem narrator postanawia nawiązać kontakt z owym człowiekiem, by z czystej ciekawości dowiedzieć się, jaka tajemnica kryje się za jego nietypowym zachowaniem wobec zwierzęcia.
Zagadnięty i nieco zrezygnowany mężczyzna okazuje się być z zawodu chemikiem, zatrudnionym na co dzień w instytucie badawczym. Zwierza się on swojemu nowemu rozmówcy z niesamowitego odkrycia, którego dokonał całkowicie przez przypadek w laboratorium. Jak relacjonuje, pewnego dnia podczas rutynowych eksperymentów rozbił fiolkę z nieznaną, chemiczną substancją, która oblała mu dłoń. Ku jego przerażeniu i całkowitemu zdumieniu, na drugi dzień w miejscu kontaktu z płynem wyrosła mu gęsta kępka długich, srebrzyście połyskujących włosów, które po głębszej analizie okazały się być najprawdziwszym futrem foki. Chemik uświadomił sobie wówczas, że w wyniku pomyłki wygenerował rewolucyjny środek, swoisty „depilator a rebours”, który w sposób błyskawiczny stymuluje wzrost naturalnego, drogocennego futra bezpośrednio na ludzkiej skórze.
Zamiast jednak czerpać zyski ze swojego genialnego wynalazku, badacz ściągnął na siebie gigantyczną, życiową tragedię. Pełen entuzjazmu opowiedział o miksturze swojej żonie, Mariannie, wspominając, że płyn to „spełnione marzenie kobiet” o idealnym wyglądzie. Próżna kobieta, owładnięta natychmiastową żądzą zyskania wspaniałego futra, pod nieobecność męża włamała się do jego zasobów i wysmarowała całe swoje ciało zawartością cudownej buteleczki. Kiedy zadowolony chemik wrócił do mieszkania z butelką koniaku, by uczcić sukces, doznał głębokiego szoku – na jego tapczanie, zamiast ukochanej żony, leżała wielka, tłusta foka, która utraciła ludzką mowę i potrafiła jedynie wydawać z siebie zwierzęce dźwięki. Ze względu na brak odpowiednich warunków lokalowych (jak sam tłumaczy: „nie miałem wanny”), zdesperowany mąż musiał oddać nieszczęsną małżonkę do zoo, gdzie od tej pory ją odwiedza, bezskutecznie próbując wynaleźć odtrutkę, by przywrócić jej dawną postać.
Wysłuchawszy tej nieprawdopodobnej historii, narrator nie wykazuje ani krzty współczucia, a w jego głowie rodzi się bezwzględny, biznesowy plan. Dostrzegając gigantyczny potencjał rynkowy wynalazku, cynicznie proponuje zrujnowanemu naukowcowi założenie spółki i masową produkcję płynu, co przyniosłoby im wielomilionowe zyski. W swoim skrajnym pragmatyzmie radzi wręcz chemikowi, aby ten całkowicie porzucił prace nad odtrutką i dla własnej wygody pozostawił zmienioną w fokę żonę w ogrodzie zoologicznym, gdzie w basenie ma ona zapewniony darmowy wikt i opierunek. Odrzucając tę przerażająco wyrachowaną ofertę, załamany naukowiec ucieka przed zachłannym mężczyzną, nie zamierzając komercjalizować tak niebezpiecznej substancji.
W finale tej czarnej komedii nieustępliwy narrator, wciąż pragnący przejąć bezcenną formułę, udaje się do lokalu gastronomicznego, by wypytać personel o zbiegłego chemika. Nawiązuje tam rozmowę z pracownicą bufetu, która z nieskrywanym entuzjazmem informuje go, że poszukiwany mężczyzna co prawda już stąd wyjechał, ale na pożegnanie pozostawił jej fantastyczny prezent w postaci małej buteleczki z owym płynem. Ufna kobieta z dumą przyznaje, że zgodnie z sugestią naukowca, iż specyfik ten to istny „skarb” na poprawę urody, od razu wysmarowała się nim od stóp do głów. Słuchowisko wieńczy przerażająco groteskowa puenta – w ostatnich sekundach nagrania naiwna pracownica nagle zaczyna uskarżać się na potworne swędzenie skóry, a jej słowa błyskawicznie zagłuszane są przez głośne, charakterystyczne poszczekiwanie nowo powstałej foki, co wprawia osłupiałego narratora w całkowite przerażenie.
