Archiwa tagu: Joseph Conrad „Jutro”

Joseph Conrad „Jutro”

Jutro

Utwór: Jutro

Autor: Joseph Conrad (Józef Konrad Korzeniowski)

Premiera: 1 sierpnia 1957 Teatr Polskiego Radia

Przekład: Aniela Zagórska

Adaptacja: Michał Tonecki

Reżyseria: Jerzy Rakowiecki

Asystent reżysera: Juliusz Owidzki

Realizacja akustyczna: Andrzej Pruski

Muzyka: Zbigniew Wiszniewski

Czas trwania: 45’29”

Obsada

Kapitan Hagberd: Władysław Krasnowiecki

Harry, syn Kapitana Hagberda: Józef Nowak

Bessie: Zofia Mrozowska

Ojciec Bessie: Edmund Fidler

Fabuła

Akcja słuchowiska, będącego adaptacją opowiadania „Jutro” autorstwa Josepha Conrada, przenosi słuchacza do przygnębiającej rzeczywistości małego miasteczka, gdzie splatają się losy dwojga nieszczęśliwych sąsiadów. Z jednej strony poznajemy młodą Bessie Carvil, uwięzioną w toksycznej relacji z ociemniałym, despotycznym ojcem. Niewidomy pan Carvil terroryzuje córkę, nieustannie domagając się jej uwagi i wykrzykując jej imię ze swojego pokoju na piętrze, co czyni z jej życia codzienną udrękę. Z drugiej strony bohaterem jest kapitan Hagberd, emerytowany marynarz, który od lat żyje w głębokim urojeniu, obsesyjnie wyczekując powrotu swojego zaginionego syna. Starzec przygotował dla niego w pełni wyposażony dom i zaplanował mu przyszłość, łącznie ze ślubem z Bessie, głęboko i niezachwianie wierząc, że jego potomek wróci do domu dokładnie „jutro”.

Postępujące szaleństwo kapitana Hagberda stanowi kluczowy element całej historii i tworzy duszną, odrealnioną atmosferę. Mężczyzna regularnie nagabuje Bessie w ogródku, snując przed nią swoje wielkie plany i całkowicie ignorując fakt, że jego syn uciekł z domu w świat aż szesnaście lat temu. Dla kapitana czas się zatrzymał – jego wymarzony, idealny świat ma nadejść dopiero kolejnego dnia, co pozwala mu na ciągłe uciekanie przed bolesną teraźniejszością. Bessie, choć doskonale zdaje sobie sprawę z urojeniowego stanu sąsiada, wysłuchuje go z mieszaniną litości i skrywanej, cichej nadziei. Fantazje Hagberda o rychłym powrocie młodego dziedzica i ich rzekomym małżeństwie stanowią dla uwięzionej dziewczyny jedyną, choćby iluzoryczną, drogę ucieczki od przytłaczających obowiązków i tyranii niewidomego ojca.

Pozorna równowaga tego zamkniętego świata zostaje brutalnie przerwana, gdy na podwórku niespodziewanie pojawia się obcy mężczyzna. Zuchwały i zmęczony życiem żeglarz okazuje się być prawdziwym zaginionym Harrym Hagberdem, który po latach tułaczki postanowił w końcu odwiedzić ojca. Jego powrót brutalnie zderza się jednak z misternie utkaną iluzją starego kapitana. Kiedy Harry ujawnia swoją tożsamość, ojciec kategorycznie odrzuca prawdę. Szaleństwo kapitana zaszło tak daleko, że nie potrafi on zaakceptować fizycznej obecności syna „dzisiaj”, ponieważ cała jego tożsamość opiera się na wyczekiwaniu na to mityczne „jutro”. Starzec traktuje własnego potomka jak oszusta, bezczelnego intruza oraz szpicla, po czym zamyka przed nim drzwi zza których histerycznie wykrzykuje, że jego syn powróci dopiero następnego dnia.

Odrzucony przez obłąkanego ojca Harry zostaje na podwórku, gdzie nawiązuje dłuższą, pełną napięcia rozmowę z Bessie. Konfrontacja ta obnaża prawdziwą naturę przybysza, który w niczym nie przypomina wyidealizowanego wizerunku stworzonego przez szalonego kapitana. Harry jest cynicznym, twardo stąpającym po ziemi obieżyświatem, dla którego nadrzędną wartością jest absolutna niezależność. Kpi on z koncepcji ustatkowania się w pięknie urządzonym domu, porównując taką mieszczańską egzystencję do bycia zwykłym „królikiem w klatce”. Szczerze przyznaje, że jego powrót wcale nie wynikał z synowskiej miłości czy tęsknoty, lecz z prozaicznego braku pieniędzy – liczył po prostu na to, że uda mu się wyciągnąć od starego chociaż kilka gwinei, aby móc ruszyć w dalszą drogę.

W trakcie tej nocnej rozmowy między skrajnie różnymi postaciami wywiązuje się specyficzna, bardzo gorzka nić intymności. Harry, zrujnowany finansowo, nieśmiało prosi dziewczynę o drobną pożyczkę, a Bessie, wzruszona całym tym absurdem i kierowana resztkami własnych marzeń, oddaje mu z dobroci serca pół suwerena. Mężczyzna przyjmuje pieniądze z chłodną, lekkoduchowatą wdzięcznością, komplementując dziewczynę. Przyznaje, że Bessie byłaby idealną i wyjątkowo rozsądną żoną dla tego zmyślonego „Harry’ego”, na którego czeka ojciec, jednak podkreśla, że on sam należy wyłącznie do morza. W pożegnalnym geście skrada jej pocałunek, co jest dla Bessie okrutnym, ulotnym przedsmakiem życia, czułości i namiętności, których zawsze pragnęła, a które natychmiast zostają jej bezpowrotnie odebrane.

Słuchowisko kończy się wysoce tragiczną i poruszającą puentą, w której każdy z bohaterów zostaje na zawsze uwięziony we własnym dramacie. Z domu ponownie rozlega się przeraźliwy, opresyjny krzyk niewidomego pana Carvila, który domaga się natychmiastowego powrotu córki, brutalnie przerywając jej jedyną w życiu chwilę wolności i namiastkę romansu. Harry, zgodnie ze swoją nomadyczną naturą, pospiesznie ucieka w noc, by nigdy więcej nie powrócić do rodzinnego miasteczka. Tymczasem z okna dobiega radosny głos obłąkanego kapitana Hagberda, który triumfalnie ogłasza, że jego ukochany syn na pewno powróci „jutro”. Zrozpaczona i załamana Bessie pozostaje sama na podwórku – uboższa o swoje oszczędności, ostatecznie oddarta z jakichkolwiek złudzeń na zmianę losu i skazana na powrót do celi swojego apodyktycznego ojca.

5/5 - (1 vote)