Wojciech Mazurkiewicz „Max”

Max

Utwór: Max

Autor: Wojciech Mazurkiewicz

Premiera: 13 stycznia 1979 Teatr Polskiego Radia

Reżyseria: Wojciech Maciejewski

Realizacja akustyczna: Alina Langiewicz

Opracowanie muzyczne: Danuta Żelechowska

Inne emisje: 1982-12-04, 2002-09-20

Seria: Teatrzyk Zielone Oko

Czas trwania: 47’05″

Obsada

Max: Roman Wilhelmi

Gloria: Ewa Milde

Susan: Ewa Wiśniewska

Allan: Henryk Boukołowski

Edgar: Jan Englert

Patrick: Marian Opania

Spiker: Jarosław Kawecki

Fabuła

Akcja słuchowiska przenosi nas w gęsty, przesycony dymem papierosowym i zapachem terpentyny świat artystycznej bohemy lat 70. Główny bohater, tytułowy Max, to malarz, którego twórczość budzi skrajne emocje. Przez lata uchodził za pozbawionego talentu rzemieślnika, aż do momentu, gdy jego chaotyczne, abstrakcyjne obrazy – pogardliwie nazywane przez kolegów po fachu „bohomazami” – nieoczekiwanie zyskują ogromne uznanie krytyków i bogatych kolekcjonerów. Max z dnia na dzień staje się gwiazdą, pławi się w luksusie i z nieskrywaną arogancją obnosi się ze swoim bogactwem. Jego nagły i, w opinii wielu, zupełnie niezasłużony sukces staje się solą w oku dla dawnych przyjaciół, którzy wciąż klepią biedę w zimnych, nieogrzewanych pracowniach.

Punktem zapalnym historii jest wystawne przyjęcie, które Max organizuje w swoim nowym, luksusowym atelier z okazji podpisania niezwykle lukratywnego kontraktu z zagraniczną galerią. Wśród zaproszonych gości znajduje się śmietanka towarzyska, ale przede wszystkim dawni znajomi malarza: zgorzkniali artyści, odrzuceni kochankowie i zawiedzeni współpracownicy. Atmosfera od samego początku jest niezwykle napięta. Za fasadą wymuszonych uśmiechów, brzęku kieliszków z drogim winem i kurtuazyjnych gratulacji, kryją się szepty pełne jadu, zazdrości i starych żalów. Słuchowisko mistrzowsko buduje napięcie poprzez złośliwe dialogi i ukradkowe rozmowy toczące się w mrocznych kątach pracowni, sugerując, że pod powierzchnią rzekomej przyjaźni kipi czysta nienawiść.

Kulminacyjny moment następuje w połowie trwania przyjęcia, kiedy nagle gaśnie światło, a z głębi pracowni dobiega stłumiony krzyk i odgłos upadających przedmiotów. Gdy zasilanie wraca, oczom zgromadzonych ukazuje się makabryczny widok. Max leży martwy u stóp swojej największej, jeszcze niedokończonej sztalugi. Z przewróconej puszki wylewa się gęsta, szkarłatna farba, która miesza się z krwią ofiary, tworząc na drewnianej podłodze upiorny obraz – swoiste, ostateczne dzieło sztuki. Zabawa błyskawicznie przeradza się w koszmar, a drzwi pracowni zostają zamknięte. Staje się jasne, że morderca nie przyszedł z zewnątrz; jest jednym z gości obecnych na sali.

Na miejsce przybywa zmęczony życiem, cyniczny oficer śledczy, który rozpoczyna żmudne przesłuchania. W tym momencie słuchowisko zamienia się w klasyczny kryminał w stylu „zamkniętego pokoju”. Detektyw metodycznie obnaża sekrety zgromadzonych, a słuchacz dowiaduje się, że każdy z obecnych miał doskonały motyw, by pozbyć się Maxa. Odkrywane są plagiaty, niespłacone długi, zdrady małżeńskie oraz zrujnowane kariery, za którymi stał bezwzględny pęd Maxa do sławy. W toku śledztwa okazuje się, że pozornie chaotyczne obrazy ofiary mogły skrywać zakodowane informacje szantażujące wpływowych członków artystycznego światka. Nikt nie jest niewinny, a alibi każdego z podejrzanych zaczyna się sypać jak domek z kart.

Rozwiązanie zagadki jest równie nieoczekiwane, co tragiczne, idealnie wpisując się w poetykę Teatrzyku Zielone Oko. Sprawcą okazuje się osoba, po której najmniej byśmy się tego spodziewali, a jej motywem nie była wcale chciwość czy zawiść o pieniądze, lecz głęboko zraniona artystyczna duma i potrzeba obrony prawdziwej sztuki przed komercyjną tandetą. Słuchowisko kończy się gorzką refleksją na temat natury sukcesu i ceny, jaką trzeba za niego zapłacić. Śledczy zamyka sprawę, jednak nie ma tu poczucia triumfu sprawiedliwości. Pozostaje jedynie pustka, zapach zaschniętej farby i świadomość, że śmierć Maxa paradoksalnie wywinduje ceny jego „bohomazów” do jeszcze bardziej absurdalnych kwot, ostatecznie pieczętując jego triumf nad mordercą.

5/5 - (1 vote)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *