reżyseria: Juliusz Owidzki
realizacja akustyczna: Alina Langiewicz
data premiery: 27 września 1980
długość: 35’10”
Słuchowisko „Sprawa precedensowa” to zapis rozprawy, w której Rand Wharton, podejrzany o zamordowanie współpracownika na stacji badawczej Oberon-Delta 2, pełni rolę głównego oskarżonego. Jednakże główny temat rozprawy schodzi na dalszy plan, gdy wychodzi na jaw, że Wharton jest sztucznie wyhodowanym człowiekiem. W efekcie obrona i prokuratura spierają się o to, czy w ogóle można sądzić go jako człowieka.
Obsada
Głos z radiostacji: Marian Friedmann, Jacek Jarosz, Ignacy Machowski
Przewodniczący sądu: Zygmunt Maciejewski
Seath Cherokee: Tomasz Marzecki
Ruiz Esteban Passedena: Marek Obertyn
Orvell Kerr: Józef Para
Obrońca: Piotr Pawłowski
Rand Wharton: Henryk Talar
Prokurator: Mieczysław Voit, Wojciech Zagórski
Fabuła
Akcja słuchowiska rozpoczyna się na sali sądowej, gdzie toczy się proces Randa Wartona. Z aktu oskarżenia dowiadujemy się, że mężczyzna urodził się drugiego lipca 2039 roku w Santa Monica w Kalifornii i pracował jako inżynier kosmiczny. Jego główną specjalnością była budowa silników napędowych oraz próbników dla sond kosmicznych. Warton staje przed wymiarem sprawiedliwości pod najcięższym zarzutem – pierwszego października 2078 roku, podczas pełnienia dyżuru na kosmicznej stacji doświadczalnej Oberon Delta 2, zabił swojego współpracownika. Ofiarą był pilot Ruis Esteban Passadena, który zginął od strzału z pistoletu laserowego. Oskarżony nie próbuje unikać odpowiedzialności, nie zaprzecza faktom i od samego początku trwania procesu ze spokojem przyznaje się do popełnienia tej zbrodni.
Motywacja inżyniera okazuje się jednak wysoce nietypowa, co nadaje całej sprawie wyjątkowy charakter. Warton składa szczegółowe wyjaśnienia, w których tłumaczy, że zabójstwo Passadeny było w jego ocenie absolutnie konieczne, chociaż nie działał w obronie własnego życia. Oskarżony twierdzi, że użył broni, aby obronić główny komputer stacji przed całkowitym zniszczeniem. Według jego relacji Passadena, znajdując się pod wpływem ataku szału wywołanego nieznanym ultimatum, próbował zdemolować maszynę. Choć zniszczenie komputera nie zagroziłoby bezpośrednio funkcjonowaniu samej stacji czy przetrwaniu załogi, to doprowadziłoby do bezpowrotnej utraty unikalnych wyników badań. Dla oskarżonego ten fakt był wystarczającym powodem, by bez wahania odebrać życie swojemu koledze.
Wyniki badań, o których wspomina inżynier, dotyczyły epokowego przełomu naukowego dokonanego na stacji kosmicznej. W pamięci komputera zapisano niezbite dowody na to, że jedna z nowo testowanych sond zdołała przekroczyć prędkość światła, obalając dotychczasowe ograniczenia fizyki. Warton z nieskrywaną dumą podkreśla, że był głównym konstruktorem tego próbnika, jednak to niezawodna maszyna z najwyższą precyzją wyliczyła wszystkie parametry i poprowadziła statek do sukcesu. To odkrycie miało otworzyć przed ludzkością bramy do całego wszechświata, umożliwiając eksplorację odległych gwiazd w czasie zaledwie jednego ludzkiego życia. Inżynier chłodno skalkulował, że dobro całego gatunku i rozwój nauki mają obiektywnie nieporównywalnie większą wartość niż jednostkowe życie histeryzującego pilota.
Kolejne światło na sprawę rzucają zeznania doktora Davida Khana, psychiatry sądowego powołanego do zbadania stanu umysłu oskarżonego. Badania wykazują, że Warton to jednostka o wybitnym, wręcz niewiarygodnym intelekcie, z wynikiem IQ sięgającym dwustu trzydziestu punktów w skali Termana. Jednakże ten niezwykły rozwój poznawczy idzie w parze z całkowitą atrofią sfery uczuciowej. Psychiatra diagnozuje inżyniera jako osobę do głębi wypraną z empatii, chłodną, opierającą wszystkie swoje decyzje wyłącznie na bezdusznej logice. Warton nie jest zdolny do odczuwania wyrzutów sumienia, nawiązywania relacji międzyludzkich ani rozumienia takich pojęć jak przyjaźń czy lojalność, co idealnie tłumaczy jego bezwzględną decyzję o egzekucji współpracownika.
Prawdziwy wstrząs na sali rozpraw wywołuje jednak dopiero pojawienie się świadka ze strony korporacji General Bionical Company, Orwella Kerra. Przedstawiciel firmy ujawnia szokującą, skrzętnie ukrywaną tajemnicę dotyczącą tożsamości i pochodzenia podsądnego. Okazuje się, że Rand Warton w ogóle nie jest człowiekiem zrodzonym w tradycyjny sposób, lecz syntetycznym tworem wyhodowanym in vitro pod numerem seryjnym 28/4Q18A. Został on celowo zaprojektowany i powołany do życia z precyzyjnie określonym przeznaczeniem – miał być idealnym narzędziem do realizowania najtrudniejszych misji kosmicznych. Twórcy celowo pozbawili jego układ genetyczny wszelkich wyższych emocji i ludzkich słabości, aby uzyskać jednostkę kierującą się wyłącznie czystym, niezakłóconym uczuciami intelektem.
To przerażające odkrycie staje się głównym filarem nieszablonowej linii obrony. Prawnik Wartona argumentuje, że jego klient nie może być sądzony według tych samych artykułów kodeksu karnego co zwykli ludzie, ponieważ jest zaprogramowanym produktem, a nie istotą w pełni ukształtowaną moralnie. Obrońca dowodzi, że inżynier zachował się dokładnie tak, jak zaprogramowali go jego stwórcy – obiektywnie ocenił sytuację i zlikwidował przeszkodę stojącą na drodze do priorytetowego celu badawczego. Skoro to korporacja wyłączyła w nim ludzkie odruchy, to ona ponosi odpowiedzialność za ostateczne działania inżyniera na stacji. Historia osiąga swój punkt kulminacyjny w atmosferze ogromnego napięcia, gdy sąd pozwala oskarżonemu wygłosić ostatnie słowo, w którym ten bezemocjonalny, syntetyczny człowiek stanowczo domaga się traktowania i praw należnych żywej istocie.